|
Wstęp
Współżycie kleru z nauczycielstwem nigdy
nie było idealne, jednak w wielu okolicach starano się przynajmniej
zachować pozory form, by wzajemnie nie zatruwać sobie życia.
W ostatnich czasach nastąpiła zasadnicza zmiana: kler staje się
nieslychanie agresywny i napastliwy, nauczycielstwo zostało otoczone
szpiegami, denuncjacje do władz przybrały charakter epidemiczny,
konfesjonał i kazalnica wystąpiły jako narzędzie walki, rozliczne zaś
pisma klerykalne i towarzystwa kościelne stale podkopują powagę szkoły i
nauczyciela. Kler dzisiaj nie waha się w walce z nauczycielstwem używać
nawet wyzwisk. Oto w piśmie "Gość Niedzielny", organie ks. biskupa
Adamskiego, nazywa się nauczycieIi "szarlatanami", a tenże biskup grozi:
"Będziemy łupić aż do skutku!" My, nauczycielstwo, jesteśmy spokojnymi
pracownikami i walki nie chcemy, ale pogróżki i obelgi potrafimy
odpowiednio odeprzeć i udowodnić społeczeństwu "kto jest szarlatanem".
Przed kilku laty ukazała się w druku mała książeczka p.t. "Walka o
niezawisłość szkoły w PoIsce". Autor broszury, zasłużony bojownik o szkołę
jutra, Józef Bałaban, szeregiem dokumentów zobrazował niektóre momenty
walki kleru ze szkołą i nauczycielem. Teraz po kilku latach, gdy
nagromadziły się stosy materjałów, a walka nie ustaje, trzeba dokumenty te
znów częściowo zebrać razem i światu ogłosić.
Przy tej sposobności poczuwam się do obowiązku podziękowania Szanownym
Koleżankom i Kolegom za dostarczenie mi swych notatek, pamiętników, listów
i dokumentów. Brak miejsca, uniemożliwił mi zużytkowanie wszystkich
materjałów. O ile zajdzie potrzeba, znajdą się one w innej publikacji.
Rola państwa
w pojęciu Kościoła
Treść: Dwie odrębne społeczności. Poglądy
Kościoła na Państwo. Dążność Kościoła do opanowania Państwa. Skutki
klerykalizacji Państwa.
Na odcinku oświatowym toczy kler główną i zasadniczą walkę o opanowanie
Polski, walka ta jednak ma głębsze podłoże, obejmuje szerokie dziedziny
życia państwowego i dlatego rozpatrywać ją należy na tle stosunku kleru do
Państwa. Istnieją dwie odrębne społeczności: Kościół i Państwo. Oto jak
ujmuje wzajemną ich zależność na tle encyklik papieskich "Kodeks akcji
katolickiej" ks. Guerry:
Bóg podzielił władzę nad rodzajem ludzkim między dwie potęgi: kościelną,
przełożoną nad sprawami boskiemi i świecką nad sprawami ludzkiemi (str.
29).
Kościół jest Społecznością wyższą od wszelkiej społeczności ludzkiej (str.
l7).
Jak cel, do którego zmierza Kościół jest najszlachetniejszy ze wszystkich,
tak i jego władza przewyższa wszystkie inne. Nie może być wskutek tego
uważana za niższą od władzy świeckiej, ani jej w niczem podległą (str.
30). Kościół powinien zażywać pełnej i całkowitej wolności i nie podlegać
żadnej władzy ludzkiej (str. 34).
Jezus Chrystus króluje w społeczeństwie wtedy, kiedy społeczeństwo
przyznaje Kościołowi przywilej, otrzymany od swego Założyciela,
społeczności doskonałej, mistrzyni i kierowniczki innych społeczności
(str. 56).
Państwo posiada bezpośrednie prawo rządzenia się w sprawach doczesnych
(str. 32).W sprawach, które jednocześnie podlegają, chociaż pod różnym
względem, sądowi i jurysdykcji obydwu społeczności, ta społeczność, która
ma w pieczy rzeczy ziemskie. winna zależeć tak, jak to jest właściwie i
odpowiednie, od drugiej, która otrzymała depozyt rzeczy niebiańskich (str.
34) .
Taki jest obecnie zasadniczy pogląd kleru na stosunek Kościoła do Państwa.
Pogląd ten kształtuje się przez szereg wieków. Już św. Augustyn rozróżnia
"Civitas Dei" i "Civitas Dyaboli" - Państwo Boże i państwo szatana. Już
św. Tomasz z Aquinu uznaje, że "papieżowi wszyscy królowie chrześcijańscy
winni być posłusznymi, jak samemu Chrystusowi. Kościół to dusza, a Państwo
świeckie to ciało; jak dusza rządzi ciałem, tak Kościół Państwem rządzić
powinien: Władza królewska - to księżyc, duchowna - słońce. Jak słońce
świeci własnem światłem, a księżyc jest tylko odbiciem słonecznego, tak
władza królewska jest tylko odblaskiem władzy kościelnej. - Istnieją dwa
miecze: świecki i kościelny; jeden musi być dzierżony dla Kościoła, drugi
przez Kościół, jeden przez duchowieństwo, drugi przez królów i wojowników,
ale według woli i wskazań Kapłana. (J. Ptaśnik: "Kultura wieków
średnich").
Takie zdania głosili ojcowie Kościoła i papieże w średniowieczu. Dziś
encykliki papieskie ujmują tę sprawę nieco oględniej, niemniej jednak
treść zasadnicza pozostaje niezmieniona, wszak:
Kierownicy Państw winni czcić imię Boże, zaliczać do głównych obowiązków
popieranie religji, otaczanie jej życzliwością, zabezpieczane jej
autorytetem praw opiekuńczych oraz nie czynienie nic, coby było sprzeczne
z jej całością (Leon XIII. Immortale dei II.23).Z powyższych poglądów na
stosunek Kościoła do Państwa wynika wniosek, że Państwo w oczach kleru
jest objektem, który, bez względu na. interes swych obywateli, służyć
winien przedewszystkiem celom Kościoła. I tak jest w istocie. We
wszystkich państwach i poprzez wszystkie wieki jesteśmy świadkami, jak
Kościół usiłuje podporządkować Państwo swoim celom, jak swemi wpływami
stara się przeniknąć do wszystkich komórek społecznych i działalność tych
komórek nastawić w pożądanym dla siebie kierunku.
Zjawisko to, zależnie od okoliczności, przybiera najrozmaitsze formy.
Gdzie Państwo jest silne, a społeczeństwo odporne na wpływy klerykalne,
tam i kler redukuje do minimum swe żądania, stara się być dziwnie mało
wymagającym, uległym nawet, jedynie powoli, najczęściej ubocznemi drogami,
stara się rozszerzyć i gruntować na przyszłość swe wpływy.
Inaczej jest na terenach, opanowanych przez czynniki klerykalne. Tam
uroszczenia kleru nie znają granic, rosną jak lawina z dniem każdym, duszą
bezwzględnie każdą myśl niezależną i prowadzą Państwo i społeczeństwo do
nieuchronnej zguby: Widzimy to na przykładzie Hiszpanji, która wskutek
uległości wobec kleru, oraz inkwizycji i walk religijnych stała się
odstraszającym przykładem ciemnoty, zacofania i wewnętrznych
zamieszek.Widzimy to niestety również i na przykładzie Polski. Dla obrony
wiary wielokrotnie krwawiła się Polska na dalekich ziemiach Warny, Mohacza
czy Wiednia, zdobywając dla siebie słusznie się jej należący tytuł
"przedmurza chrześcijaństwa", dla rozszerzania wiary na sąsiednie ludy
sprowadziła za radą kleru do siebie zakon krzyżacki, podporządkowała za
Batorego i Wazów swe możliwości wpływów na wschodzie interesom Rzymu,
zdusiła u siebie w imię walki z innowierstwem pięknie rozwijającą się myśl
państwową wieku XVI-go, oddała w XVII-tym i XVIII-tym wieku niepodzielnie
w ręce Jezuitów całe wychowanie narodu, wyniosła na ołtarze, jako głównego
swego patrona św. Stanisława, który słusznie uchodzić może za symbol
władzy Kościoła nad Państwem. - A rezultat tego wszystkiego? - Niewola
stukilkudziesięcioletnia, zagadnienie Prus Wschodnich i wstrzymanie przez
wiele lat bytu politycznego i rozwoju kultury narodu.
Konkordat a interes państwa polskiego
Treść: Konkordat polski zbiorem
przywilejów. Konkordat pruski, a plany rewizjonistyczne Niemiec.
Konkordaty korzystne i mniej korzystne. Konkordat polski na tle innych
konkordatów.
Stosunek Kościoła do Państwa Polskiego reguluje oficjalnie poza
Konstytucją konkordat, zawarty w l925 r.
Kler rzymsko-katolicki wmawia uporczywie w bezkrytyczne masy
społeczeństwa, że "semper fidelis" Polska cieszy się specjalnemi względami
Stolicy Apostolskiej. Gdyby nie było szeregu faktów historycznych,
przeczących temu twierdzeniu, gdyby całe postępowanie kleru nie świadczyło
o jego obojętności, a nawet nieżyczliwości dla spraw żywotnych Państwa,
sam konkordat już mógłby stanowić zupełnie wystarczający przykład owych
"specjalnych" względów.
Jest to właściwie zbiór przywilejów, jakie, wyzyskując dogodną dla siebie
sytuację, zagwarantował sobie kler w Państwie Polskiem.Czegóż tam niema? -
Państwo zapewnia Kościołowi pełną wolność, swobodne wykonywanie władzy
duchownej, jurysdykcji, swobodną administrację majątkami, swobodne i
niczem niekrępowane - nawet względami państwowemi - znoszenie się Stolicy
Apostolskiej i biskupów z duchowieństwem i wiernymi. Mało tego: Państwo
zobowiązuje się do udzielania swej, pomocy przy wykonywaniu postanowień i
dekretów kościelnych, przyrzeka duchownym szeroko pojętą opiekę prawną,
zwalnia ich w znacznej części od podatków, zapewnia duchownym sute
uposażenie materjalne it.d. it.d.
I cóż wzamian za to Państwo otrzymuje? Oto to, że w niedzielę i w dzień
święta państwowego Trzeciego Maja księża odprawiać będą modlitwę
liturgiczną za pomyślność Rzeczpospolitej i jej Prezydenta, że biskupi
składać będą przysięgę wierności dla Państwa i kilka podobnych "ustępstw".
Jeżeli w konkordacie polskim ujawniła się silnie zaborczość kleru i jego
dążenie do uzależnienia Państwa od siebie, to w niektórych konkordatach
państw obcych uwydatnia się jeszcze dobitniej szkodzenie interesom
polskości. Ciekawe przykłady tego podaje dr. Wilanowski w swej pracy p.t.:
"Stosunek Kościoła do Państwa w świetle ostatnich konkordatów".
W konkordacie zawartym z Prusami poszła Stolica Apostolska przy nowem
rozgraniczeniu i prowincyj kościelnych i diecezyj rządowi pruskiemu bardzo
na rękę (str. l00).
Konkordat w l82l r. stanowił, że diecezja wrocławska i warmińska będą
podlegały bezpośrednio Stolicy św. Gdyby i nadal tak pozostać miało, mogło
to sprawiać wrażenie, że Prusy Wschodnie (diecezja warmińska), oddzielone
tzw. korytarzem, nie stanowią z resztą państwa czegoś organicznie
złączonego. Dlatego więc w konkordacie nowym zmienia się to w ten sposób,
że biskupstwo wrocławskie zostaje podniesione do godności arcybiskupstwa -
metropolji, gdy biskupstwo warmińskie, tracąc swą egzempcję staje się
odtąd częścią świeżo utworzonej prowincji kościelnej wrocławskiej. Dzięki
temu Prusy Wschodnie, oddzielone od reszty Państwa Polskiego polskim
korytarzem zostają pod względem kościelnym ściśle z całością tegoż Państwa
złączone. Jest to rzecz całkiem nowa, a pod względem politycznym mająca
wprost kolosalne znaczenie (str. 20 i 2l).To już jedna przysługa Państwu
Pruskiemu wyświadczona Następnie idąc temuż państwu na rękę w jego
dążnościach znacznie już dalej sięgających, bo aż rewizjonistycznych,
Stolica Apostolska nie dołączyła, przy nowem rozgraniczeniu diecezyj,
pozostałych po stronie niemieckiej skrawków archidjecezji
gnieźnieńsko-poznańskiej i diecezji chełmińskiej do archidjecezji
wrocławskiej, jakby tego wymagało ustalenie obecnego stanu granic
państwowych między Polską a Niemcami, lecz zamiast tego stworzyla z nich
całkiem niezależną jednostkę administracyjną, t.zw. praelatura nullius z
siedzibą. owego praelatus nullius nad samą granicą polską, bo w Pile
(Schneidemuhl). Rozumie się, robione to było nie w tym celu, aby owe
skrawki diecezyj, pozostałe po stronie niemieckiej, zachować w stanie
nietkniętym, by czekały na chwilę, kiedyby i je także można było dołączyć
do Polski, lecz całkiem odwrotnie. Gdy się uwzględni, że już od soboru
trydenckiego jest tendencja raczej do znoszenia praelatur nullius, a nie
do ich tworzenia, to ów fakt, że w konkordacie pruskim w podanych tu
warunkach stworzono w Pile całkiem nową praelaturę nullius, nabiera przez
to znaczenia specjalnego. Tak to, będąc sama apolityczną, ustosunkowała
się Stolica Apostolska w konkordacie ostatnio z Prusami zawartym do
wyraźnie politycznych planów niemieckich (str. l00 i l0l). Ale nietylko w
konkordacie pruskim dopatruje się dr. Wilanowski postanowień sprzecznych z
interesami Polski. Rozpatrując konkordat litewski, znajduje tam ustępy
niekorzystne dla mniejszości polskiej na Litwie, a fakt ten tłumaczy sobie
następująco:
Przypuszczać można, że takie właśnie sformułowanie danego artykułu jest
ceną, zapłaconą przez Stolicę Apostolską, za pomieszczone w niniejszym
konkordacie, trzeba przyznać bardzo duże na rzecz Kościoła, ustępstwa ze
strony Państwa Litewskiego (str. 77).
To przypuszczenie dra W. ma wiele cech prawdopodobieństwa. Kościół
katolicki wielokrotnie już za cenę interesów Polski zdobywał korzyści dla
siebie. Zestawiając poszczególne konkordaty, dochodzi dr. Wilanowski do
następujących wniosków:
Porównując między sobą te państwa, jakie ze Stolicą Apostolską układy
zawarły, widzimy wśród nich z jednej strony mocarstwa potężne, z drugiej
państewka małe i słabe. Jest rzeczą uderzającą, że konkordaty dla Kościoła
korzystniejsze zawarły właśnie owe państwa słabsze i mniejsze - wszystko
jedno katolickie czy akatolickie, gdy mocarstwa silne zdołały dla siebie
wytargować od Kościoła ustępstwa o wiele większe, dając ze swej strony
bardzo nawet mało (str. 99).
Istotnie powyższą opinję potwierdza w całej pełni niedawno zawarty
konkordat Stolicy Apostolskiej z narodowo-socjalistycznym rządem Hitlera.
Jakkolwiek ruch hitlerowski szerzy poglądy niezgodne z nauką religji
katolickiej, jakkolwiek pewne publikacje katolickie nie tak dawno jeszcze
określały Hitlera jako typowego demagoga, to z chwilą, gdy Hitler
przyszedł do władzy, gdy unicestwił zasłużoną dla katolicyzmu partję
"centrum", gdy poważną ilość księży zamknął w obozach koncentracyjnych i
więzieniach, z tą chwilą Stolica Apostolska uznała za stosowne zawrzeć z
Hitlerem konkordat, który w najważniejszych swych postanowieniach mógłby
stanowić wzór dla konkordatu polskiego. Obecny konkordat niemiecki uznaje
prawa Kościoła jedynie w ramach obowiązujących praw państwowych, a
duchowieństwo i zakonników usuwa od udziału w życiu politycznem. Nie
apoteozując bynajmniej brutalnych metod polityki Hitlera, stwierdzić
wypada, że polityka taka widocznie daleko łatwiej trafia do przekonania
Watykanu, niż taktyka "wiernej córy Kościoła", stosowana w odniesieniu do
Rzymu przez Państwo Polskie.
Dowodem tego właśnie konkordat polski.
Jest on - zdaniem dra Wilanowskiego: wśród wszystkich układów, jakie po
wojnie światowej przez Stolicę Apostolską zawarte zostały, obok
litewskiego - najbardziej dla Kościoła korzystny (str. 99) . Konkordat
polski należy zaliczyć do tych konkordatów, które Kościół w jego
działalności możliwie najmniej krępują, a zostawiają mu maximum swobody
(str. 93).
Tak - konkordat polski jest obok litewskiego najwięcej ze wszystkich
konkordatów korzystny dla Kościoła, a zarazem najmniej korzystny dla
Państwa. Jest to rzeczą zrozumiałą. Zawierało się go przecież wtedy, gdy
Polska po odzyskaniu niepodległości zbyt słabą jeszcze była, by mogła się
skutecznie bronić przed uroszczeniami kleru. A ten moment wybrał właśnie
kler "polski" za najodpowiedniejszy do wyciągnięcia ręki po nowe
przywileje.
"Łaski" Rzymu w stosunku do Polski mogą przejawiać się hojnie w postaci
coraz to nowych jubileuszów, medalów i błogosławieństw, ale nie przejawią
się nigdy w postaci istotnej, bezinteresownej życzliwości dla Państwa.
Życzliwość tę zdobyć może Polska jedynie silną i stanowczą polityką wobec
kleru, polityką taką, któraby zmusiła kler do podporządkowania się
interesom państwowym.
Stosunek kleru do sprawy polskiej w okresie niewoli
Treść: Czy Kościół ratował polskość w
okresie niewoli? Działalność germanizacyjna, kleru na Śląsku. Stanowisko
Stolicy Apostolskiej wobec dążeń niepodległościowych. Kler polski a ruch
niepodległościowy.
Wyjątkowe przywileje, jakiemi cieszy się
kler w Polsce niepodległej nasuwają pytanie, czy przywileje owe nie są
przypadkiem rekompensatą za pomoc, użyczoną polskości przez kler katolicki
w okresie niewoli. Wszak powszechną jest opinja, którą niekiedy powtarzają
czynniki nawet nieklerykalne, że jedynie przywiązanie do wiary katolickiej
uratowało polskość Górnego Śląska, że przedewszystkiem Kościół katolicki
bronił na Śląsku, na Podlasiu czy w Poznańskiem polskości przed
wynarodowieniem.Oczywiście nikt nie zaprzeczy, że przywiązanie do pacierza
i pieśni religijnej w ojczystym języku było czynnikiem, który w umysłach
wielu zlewał wiarę i polskość w jedną nierozerwalną całość, że zamach na
pacierz polski był nieraz momentem; który daną jednostkę doprowadzał
pośrednio do uświadomienia narodowego, nikt nie zaprzeczy, że niejeden
ksiądz w obronie polskości nie zawahał się ponieść znacznych ofiar
osobistych. Stwierdzając to wszystko, z drugiej strony jednak stwierdzić
trzeba, bo zbyt wiele na to nagromadziło się dowodów, że kler na ziemiach
polskich, jako całość wzięty, nie był tym czynnikiem, któryby bronił lud
przed wynarodowieniem, a jeżeli bronił, to tam tylko, gdzie, jak np.
Podlasiu, rusyfikowanie ludności było równoznaczne z kurczeniem się
katolicyzmu.Weźmy jako przykład Śląsk Górny. Leży przede mną mała
książeczka, wydana nakładem Spółki Wydawniczej
Karola Miarki w
Mikołowie w r. l920 p.t.: "l50 lat niewoli pruskiej". Czytamy w niej na
stronie ll-tej:
"Urząd biskupi ulegał pod każdym względem rządowi pruskiemu, dawał się
używać za narzędzie i przyczyniał się gdzie mógł do germanizowania
polskich dzielnic. W r. l787 już samorzutnie napomina proboszczów do
pielęgnowania niemczyzny w szkołach. Górny Śląsk miał zostać zniemczony
jak najprędzej."
A na stronie 54-tej czytamy:
"Kościół zaprowadził w celach germanizacyjnych na Górnym Śląsku niemieckie
nabożeństwa dla dzieci, msze szkolne z niemieckim śpiewem, zastąpił w
licznych wypadkach polskie melodje niemieckiemi i dawał tym pieśniom
wszędzie pierwszeństwo tak, że pieśni staropolskie coraz więcej się
zacierały w pamięci. Księża zakładali związki niemieckie, niemieckie
bibljoteki parafjalne, rozpowszechniali niemieckie gazety, czasopisma, a
zwalczali polskie, katolickie siostry zakonne zakładały ochronki tylko
niemieckie. Księża rozmawiali z dziećmi szkolnemi tylko po niemiecku i
posługiwali się w korespondencji z parafjanami tylko językiem
niemieckim".W okresie wyborów w l903 r. wydał biskup Kopp list pasterski,
w którym pouczał, że język i narodowość są to wprawdzie dobra wielkie, ale
nie największe, oraz wzywał ludność do wyrzucenia wszystkich gazet,
pisanych w duchu polskim.
W r. l9l9 przed wyborami do konstytuanty pruskiej Polacy na Śląsku
postanowili nie brać udziału w wyborach, czem pragnęli udowodnić światu,
że Polaków na Śląsku jest dużo i że nie chcą oni należeć do Niemiec.
Ponieważ Niemcom, ze zrozumiałych powodów, wobec ogłoszonego bojkotu
bardzo zależało na tem, by ludność polska głosowała, rozwinęli oni za
udziałem w wyborach żywą agitację. Wspomniana wyżej książeczka tak o tem
pisze (str. 88):
Wymieniamy tylko księży, którzy, nadużywając swej powagi, przymuszali
Polaków do brania udziału w wyborach. Książę biskup wydał okólnik, w
którym powiada, iż obowiązkiem jest każdego katolika iść na wybory, ba
wiara jest zagrożona. A niektórzy księża od siebie dodają: "Jeżeli nie
pójdziecie na wybory, przyjdziecie do piekła. Jeżeli nie pójdziecie na
wybory, to mi nie przychodźcie do spowiedzi, bo wam rozgrzeszenia nie
dam". Księża centrowi także przy kolendzie osobiście zobowiązywali rodziny
polskie do brania udziału w wyborach. Niektórzy księża prowadzili polskie
niewiasty i dziewczyny zwartemi szeregami z kościoła wprost do urny
wyborczej.Oczywiście w takich warunkach bojkot nie został ściśle
przeprowadzony, wynik wyborów nie dał należytego obrazu polskości kraju, a
tem samem osłabił stanowisko Polski i to w chwili, gdy los Śląska
rozgrywał się na terenie międzynarodowym.
Charakterystycznym również przykładem, jak kler "bronił" polskości ludu
śląskiego, jest historja słynnego miejsca odpustowego Panewnik, położonego
niedaleko Katowic. Wspaniały ten klasztor z cudownym obrazem i grotą Matki
Boskiej miał zostać wzniesiony w tym celu, by ściągnąć do siebie liczne
pielgrzymki pobożnego ludu, które dotąd wędrowały do Częstochowy i
narażone tam byly na "polską agitację''. Że klasztor w Panewnikach
obsadzono niemieckimi zakonnikami, którzy tam gorliwie specjalną misję
germanizatorską pełnili - mówić zbyteczne.
Jak przykrą dla ludu śląskiego musiała być ta działalność germanizacyjna
księży, jak paraliżować musiała wysiłki działaczy śląskich, świadczy o tem
otwarty "List do górnośląskich księży - germanizatorów" ogłoszony w
kwietniu l9l9 r. Oto wyjątek z listu:
"Zwracamy się do Was - kapłani, co uznając prawa Boże, gwałcicie je
sromotnie, szydząc z wszelkiej sprawiedliwości, zamiast uszlachetniać
serca ludu, powierzonego Waszej opiece, czynicie zeń jakieś stworzenie bez
uczucia i serca. O! - Wy grabarze ludu górnośląskiego, Wy, którym matka
nuciła nad kolebką piosnki polskie, Wy, co nosicie to imię polskie ku
Waszej hańbie, jako zdrajcy i Judasze własnego ludu! - Biada Wam!!! Wy
zbrodniczą dłonią synowską burzycie gniazda Waszych ojców."Niewątpliwie za
germanizacyjną działalność kleru na Śląsku nie może dzisiejszy kler polski
ponosić odpowiedzialności. Działalność ta rozwijała się ściśle pod
dyktandem polityki pruskiej, której posłusznym wykonawcą w sprawach
kościelnych był przez kilka lat dziesiątek ks. kardynał Kopp. Polityka
pruska podporządkowała na Śląsku swym celom wynaradawiającym wszystkie
czynniki, jak: przemysł, szkołę, urzędy, - Kościół zharmonizował również z
niemi swe dążenia germanizacyjne.
Podczas jednak kiedy ani przemysł, ani szkoła, ani urzędy nie roszczą
sobie bynajmniej pretensyj do jakichkolwiek zasług dla polskości w okresie
niewoli, to, o ile o Kościele mowa, słyszy się często opinję, że Śląsk
Górny Kościołowi głównie zawdzięcza swój polski charakter.
Zapewnienia te brzmią specjalnie fałszywie na tle germanizacyjnej
działalności kleru śląskiego.Jeśli dziś na Śląsku rozbrzmiewa język
polski, to dzieje się to nie dzięki zasługom kleru, ale mimo jego
germanizacyjnych usiłowań, faktem jest bowiem, że tak, jak to dziś czynią
księża na Śląsku Opolskim czy w Prusach Wschodnich, tak samo przed wojną
kler śląski wytężał wszystkie siły, by ludowi polskość jego odebrać. Faktu
tego nie zmieni powoływanie się na działalność niektórych jednostek z
pośród kleru, które istotnie w bardzo ciężkich czasach dla ratowania
polskości Śląska poważne położyły zasługi. Ale, jak Miarka, chociaż
nauczyciel, nie jest przedstawicielem nauczyciela śląskiego swej epoki,
tak i jednostki owe, czujące po polsku i pracujące dla polskości, są tylko
jaśniejszemi punktami w ponurej masie księży renegatów, pracujących na
rzecz niemczyzny.Zresztą jeżeli o księżach Polakach w b. zaborze pruskim
mowa, to i o ich działalności przechowały się równie ciekawe historje. Oto
poseł X. Jażdżewski w sejmie pruskim w dniu 4.III.l89l r. tak powiada:
Agitację posko-narodową wnieśli na Śląsk Górny z zewnątrz redaktorzy
gazet, a ruchu tego politycy polscy nie będą podzielać, przeciwnie, będą
się starać o utrzymanie stanu posiadania centrum...
Jeszcze dobitniej wypowiada się X. Stablewski w l894 r. następującemi
słowami :
Potępiam propagandę polską na Górnym Śląsku, bo w tej dzielnicy,
oddzielonej na podstawie prawno-państwowej przez 5 czy 6 stuleci od
Polski; a zatem w czasie, w którym uczucia narodowego w naszem zrozumieniu
wogóle nie było, rozbudzanie tego uczucia nie posiada w dobie dzisiejszej
żadnego uprawnienia: ("Polska Zachodnia" l6.VIII.l933. art. D-ra F. p. t.:
"Konkordat Watykanu z Niemcami a Polska").
Zkolei przejdźmy do "zasług" Kościoła na innych terenach ziem polskich.
Poseł Czapiński w swej mowie sejmowej z dnia 29.X.l920 r. przytacza
następujące przykłady:
Polska krwawiąca w l83l r. zrywa się do powstania, zaraz w l832 r. papież
rzymski Grzegorz XVI nic pilniejszego nie ma do roboty, jak wystąpić z
encykliką do duchowieństwa polskiego, w której to encyklice czytamy:
"Słyszeliśmy, że nieszczęście okropne, jakie nawiedziło wasze Królestwo,
nie miało innego źródła, jak machinacje kilku krętaczy i agitatorów,
którzy pod płaszczykiem religijnym podnieśli głowy przeciwko uświęconej
prawem potędze "władcy", to znaczy przeciwko carowi rosyjskiemu.
To samo było przy powstaniu następnem, kiedy pisało się listy do
Aleksandra II i w tych listach mówiło się, że nie będzie tych "zamieszek"
(bo powstanie uchodziło za "zamieszki" w oczach papieża ówczesnego Piusa
IX) - nie będzie tych zamieszek, jeżeli car rosyjski odda naród polski pod
kuratelę biskupów i księży: "Wtenczas jego carska mość się przekona -
pisze Pius IX do Aleksandra II, że przyczyną stałych zamieszek w Polsce
był ucisk sumienia., ucisk religji, ucisk kleru i t. d. (str. ll i l2,
Czapiński: "Zamach kleru na państwo").Gdy wstąpił na tron papież Leon
XIII, pisze on specjalnie do biskupów polskich encyklikę, która zwraca się
do biskupów jednego, potem drugiego, potem trzeciego zaboru i radzi i
poleca każdemu z zaborców, ażeby w wierności wytrwały dla swego władcy
(str. l2 "Zamach kleru na państwo") .
Te wskazówki i zalecenia papieży nie padły na grunt jałowy. Historja nasza
zanotowała fakty odmawiania rozgrzeszenia powstańcom, a także legjonistom,
idącym do walki o niepodległość. Postacie księży - patrjotów, jak ks.
Brzóski z l863 r. czy ks. biskupa Bandurskiego z czasów legjonowych, nie
cieszą się sympatją wśród kleru.
Natomiast dużą powagą i uznaniem cieszy się biskup kielecki ks. Łosiński,
o którym jedna z ulotek z czasów wojny takie podaje informacje:
Biskup Łosiński mianowany został biskupem za wdaniem się Rosjan, wbrew
życzeniu ludności. Szerzył potem zgorszenie swemi dobremi stosunkami z
urzędnikami rosyjskimi. Biskup Łosiński wkraczającym Legjonom odmówił
posług religijnych. O Komendancie Piłsudskim szerzył i szerzy niesłychane
oszczerstwa, z ambony pomawia go o bandyckie napady i rabunki. Biskup
Łosiński do ostatnich czasów zakazywał śpiewać w kościele: "Boże coś
Polskę" itd.
Tenże biskup w l9l7 r. z okazji zbliżającej się uroczystości 3 Maja podaje
podległemu duchowieństwu treść kazania okolicznościowego p. t.: "O miłości
ojczyzny", przyczem zastrzega się, by księża w kazaniu o wojsku i skarbie
narodowym nie mówili. ("Z dnia" 24.V.l9l7 r.).Ale nietylko ks. biskup
Łosiński zwalczał lub zniekształcał ruch niepodległościowy. Oto, jak
podaje Czapiński w swej mowie sejmowej w 4.XI.l920 r., ks. arcybiskup
Bilczewski wydał dnia 4 sierpnia l9l4 r. odezwę, w której powiada tak:
- Należy bić się o Austrję, bo żołnierze opuścili domy swe, - a jak
słychać opuścili je z ofiarną gotowością i w poczuciu, że sprawiedliwą,
jest wojna, podjęta przez katolickie państwa w obronie kultury i
chrześcijańskich zasad. Żołnierze nasi spełnią swój obowiązek i zaświadczą
zarazem, że umieją być wdzięczni ukochanemu i sprawiedliwemu monarsze za
to, że nam pozwolił być Polakami.Ten sam ks. arcybiskup Bilczewski wydał w
l9l7 r. list otwarty do księży, w którym poucza kler, że należy zwalczać
Ligę Kobiet i nakłaniać żywioły katolickie w całym kraju do odmawiania jej
swego poparcia. Celem głównym Ligi Kobiet było, jak wiadomo, szerzenie
idei niepodleglościowych, opieka nad legjonistami i ich rodzinami.
Ciekawy fakt podaje także autor artykułu "ln flagranti" w "Gazecie
Podlaskiej" z l930 r. w N-rze 24:
Ks. kardynał Kakowski, jako regent, przejawił kiedyś nawet zbyt daleko
posuniętą ostrożność. Wielki wiec obywatelski w Warszawie za Rady
Regencyjnej wyniósł ongiś rezolucję, aby przemianować ulicę Berga na ulicę
Trauguta. Na czele deputacji, jaka zwróciła się do ks. kardynała, był
późniejszy minister oświaty, a jeszcze późniejszy premjer, prof.
Ponikowski, ale wtedy ks. kardynał kategorycznie odmówił swej zgody na tę
zamianę tak, że po dłuższej, burzliwej rozmowie deputacja opuściła
niegościnne progi ks. kardynała, nawet nie pożegnawszy go odpowiednio do
jego godności.Zabieganie egoistyczne około zwiększenia swych wpływów nawet
kosztem interesów polskich, nawoływanie do wierności wobec zaborców,
przypominanie, że wszelka władza pochodzi od Boga i szanować ją należy,
rezerwa, a często paraliżowanie prądów wolnościowych - oto naczelne
zasady, jakiemi kierowali się dostojnicy Kościoła w swych poczynaniach.
Niższy kler ulegał tym prądom. Mając ugruntowane przez wieki wpływy w
społeczeństwie mógłby był wiele, gdyby chciał, zdziałać dla sprawy
polskiej w czasach niewoli. Nie zrobił tego, bo niestety - z małemi
wyjątkami - wolał gromadzić majątki, utrzymywać masy w ciemnocie i
wstecznictwie, zaprawiać je do bezmyślnej bigoterji, drżąc równocześnie
przed każdym powiewem wolności czy nowoczesnej myśli.
To też nic dziwnego, że działalność kleru spotkała się z należytą oceną ze
strony naszych wieszczów. "Lud nie powinien ufać wysokim dostojnikom
Kościoła" - poucza Mickiewicz w "Trybunie ludów", a Słowacki w
"Beniowskim" woła: "Polsko - Twa zguba w Rzymie".
Stosunek kleru do państwa polskiego po odzyskaniu niepodległości
Treść: Kler, a święta państwowe. Dwie
opinje biskupów. Kler polski a Państwie. Kler, a zarządzenia władz
państwowych. Kler, a sądy państwowe. Kler, a popieranie przemysłu
krajowego. Państwo i przyjaciele kleru. Księża - germanizatorzy. Kler, a
zagadnienia kresów zachodnich. Kler, a kresów wschodnich. Kler, a interes
Państwa.
"Wszelka władza pochodzi od Boga i szanować ją należy". Zdawałoby się, że
maksyma owa, tak niebezpieczna w okresie niewoli; po odzyskaniu
niepodległości może oddać Państwu Polskiemu pewne usługi. Jeżeli bowiem w
myśl tej zasady przed rokiem l9l8-tym kler starał się urabiać naród polski
na wiernych poddanych państw zaborczych, to teraz - w myśl tej samej
zasady - należałoby przypuszczać, że będzie co najmniej z równym, a może i
z większym zapałem pracował na rzecz Państwa Polskiego, będzie starał się
obudzić w masach szerokich poszanowanie własnego rządu, własnego prawa,
własnych urządzeń państwowych.
Takby się zdawało. - A jednak rzeczywistość przeczy temu. Większość kleru
spotyka się nie tam, gdzie się Państwo buduje, ale tam, gdzie się temu
Państwu rzuca kłody pod nogi. Niejednokrotnie społeczeństwo jest świadkiem
różnych złośliwostek, mających na celu obniżenie autorytetu Państwa lub
autorytetu jego zwierzchników.Przed niedawnym czasem opinja publiczna
poruszona została wiadomością, że biskup Łukomski z Łomżyńskiego zabronił
odprawienia nabożeństw z okazji imienin Pana Prezydenta Rzeczypospolitej.
Za czasów zaborczych nie słyszało się o tem, by który biskup ośmielił się
odmówić odprawienia nabożeń-stwa galowego; za polskich czasów odmowy
nabożeństw w dniach uroczystych dla Państwa są zjawiskiem niemal
codziennem.
A kiedy kler z jednej strony dość często odmawia urządzenia nabożeństwa w
dniu imienin Prezydenta Państwa lub Marszałka Piłsudskiego, kiedy pisma
klerykalne pozwalają sobie na ten temat na różne niepoczytalne wycieczki,
to z drugiej strony, z zapałem urządza się w całym kraju szumne i coraz to
okazalsze akademje papieskie, obchody jubileuszowe i t.p. uroczystości.I
kiedy z jednej strony odmówienie nabożeństwa w dniu l9 marca, czy ll-go
listopada godzi kler cudownie ze swem poczuciem lojalności państwowej, to
z drugiej strony, o ile chodzi o uroczystości klerykalne, słyszy się pod
adresem dostojników państwowych niesłychane wprost uroszczenia. Oto
"Goniec Śląski" z dnia 4.I.l926 r. oburza się, że na ingresie śląskiego
biskupa w Katowicach nie zjawił się Prezydent Rzeczypospolitej osobiście,
lecz wysłał na ingres jako swego przedstawiciela ministra sprawiedliwości.
Charakterystycznym wielce przykładem dzisiejszego ustosunkowania się kleru
do ludzi zasłużonych w Państwie jest list pasterski ks. biskupa
Łozińskiego z Pińska, skierowany do tamtejszego korpusu oficerskiego. O
liście tym pisze "Gazeta Podlaska" :
Trzeba sobie przeczytać kilka razy list ks. biskupa do oficerów garnizonu
pińskiego, trzeba go dobrze rozgryźć, aby dojść do ukrytego celu, wśród
miodopłynnych słów zawartego. Gdyby w szkole uczono, jak to napisać pismo
pełne nienawiści w formie listu, pełnego miłości chrześcijańskiej - to,
doprawdy, list ten mógłby być uważany za wzór.
Istotnie list ten jedynie przytoczony w całości, mógłby oddać całą głębię
nienawiści, obłudy i perfidji, z jaką kler do spraw drogich sercu Polaka
potrafi się odnosić. Z braku miejsca przytaczam tylko niektóre myśli,
dotyczące Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego:
Marszałek Piłsudski jest człowiekiem, na którym leży odpowiedzialność
ogromna i który ma przed sobą bardzo wielkie trudności do pokonania.
Pierwszem życzeniem naszem i pierwszą modlitwą za niego powinno być, aby
nie zapominał, że główny i najważniejszy obowiązek jego jest ten sam, co
każdego człowieka: zbawić swą duszę, bo P. Jezus powiedzial, jaką korzyść
mieć będzie człowiek, jeśliby cały świat pozyskal, a na duszy swej szkodę
poniósł (Mat. l62 b.). Życzcie mu też i módlcie się, aby wszystko dla Boga
robił, o grzechach popełnionych nie zapomniał, ale za nie pokutował i żeby
nie ulegał tak łatwym w jego pozycji pokusom próżności i zarozumiałości,
które najmiększego człowieka czynią małym i w zarodku niszczą wszelką
zasługę i tak łatwo nadają postępowaniu naszemu kierunek zgubny.
Życzcie mu i proście Boga, aby trwała w nim i oczyszczała się wciąż miłość
prawdziwa dla Polski, aby w każdem swem zarządzeniu i posunięciu jej dobro
rzeczywiste miał na celu, żeby pamiętał, iż można jej slużyć tylko takiemi
środkami, jakie katechizm, nasz zwykły katechizm nazywa uczciwemi i
honorowemi; żeby też umiał wszystkich do pracy dla Ojczyzny pociągnąć i
jednoczyć, nie zaś przez swój charakter i metodę rozbijać siły narodu.
Zausznik Watykanu, prawiący w pobożnych słowach obłudne kazanie na temat
miłości Ojczyzny pod adresem Marszałka Piłsudskiego - to pełen wyrazu
obraz polityki kleru wobec Państwa Polskiego. Na taką rzecz jedynie w
Polsce biskup ważyć się ośmielił.List pasterski ks. biskupa Łozińskiego
mimowoli przypomina list inny: księdza arcybiskupa Teodorowicza z 2 maja
l93l r., w którym to liście ks. arcybiskup sławi jako bohatera narodowego
Wojciecha Korfantego.
Dwa listy biskupie - dwie opinje - pełne entuzjazmu pismo pod adresem
Korfantego i inne pismo, pełne jadu nienawiści dla Budowniczego Polski
Marszałka Józefa Piłsudskiego. Jakże pisma te charakteryzują dosadnie kler
polski!
Przed kilkunastu miesiącami ukazał się list pasterski ks. kardynała i
prymasa Hlonda p. t.: "O chrześcijańskie zasady życia państwowego".
Czytamy w nim takie zdania:
Państwo jest dla obywateli, a nie obywatele dla Państwa. Nie można z
prawem przyrodzonem pogodzić pewnych współczesnych dążeń do zupełnego
podporządkowania obywateli celom państwowym, do wyznaczenia obywatelom
jakiejś służebnej roli i do rozciągnięcia zwierzchnictwa państwowego na
wszystkie dziedziny życia. Poglądu, aby młode pokolenia należały do
Państwa całkowicie i bez wyjątku, od pierwszych lat aż do ostatnich,
katolik nie może pogodzić z przyrodnem prawem rodziny.
Taką opinję o Państwie głosi najwyższy zwierzchnik Kościoła w Polsce. A
opinja ta, o ile o kler chodzi, nie jest odosobniona. Z. Stanisław
Adamski; biskup śląski, tak poucza, ("Szkoła wyznaniowa czy mieszana".
str. 36):
Państwo nie jest naszym panem, którego my jesteśmy niewolnikami, ale ono
jest stworzone na to; żeby nam pomagać, ułatwiać zadania
wychowawcze.Logicznie w myśl tych poglądów ustosunkowuje się kler do
różnych aktualnych spraw państwowych. Żywo tkwią nam w pamięci te listy
biskupie, te rozliczne artykuły, odczyty, wyklinania i t. p., jakie
publikowano w związku z projektem prawa małżeńskiego. Ileż tam czytało się
pogróżek i podburzań przeciw własnemu Państwu. Ks. prymas Hlond pisze:
Już z okazji ostatniego święta papieskiego napiętnowałem niesłychany
projekt ustawy o małżeństwie, jako zamach, jako zuchwałą próbę wydania
rodziny polskiej na bezeceństwa bolszewizmu. Komisja kodyfikacyjna
ośmieliła się jednak zlekceważyć i t. d.
Podobne podburzania słyszy się i przy innych sposobnościach. P. Halina K.
w sprawozdaniu z uroczystości 500-lecia na Jasnej Górze (Prosta Droga
l5.XII.l932 r.) wspomina między innemi, co następuje:
Pierwszego dnia, jeśli się nie mylę, wygłosił kazanie ks. Rostworowski.
Kazanie to zrobiło na nas przykre wrażenie. Były w niem liczne uderzenia w
Państwo, w Rząd, w Komisję Kodyfikacyjną za projekt nowego prawa
małżeńskiego. Była też bardzo smutna ocena dzisiejszych ciężkich czasów,
co sprawiło, że widziałam, jak po męskich, twardych twarzach pociekły łzy.
Wszystko to było bardzo przygnębiające.W piśmie "Drwęca" z ll.III.l930 r.
czytamy:
"Władza duchowna zaprotestowała, lecz jak dotąd bezskutecznie. Nadchodzi
więc moment, aby społeczeństwo, popierając stanowisko władz duchownych,
zareagowało na tę samowolną zmianę, ignorującą protest władzy kościelnej!
Niech czynniki miarodajne pamiętają, że nie można nadużywać cierpliwości
katolickiej, bo i ona może się skończyć."
"Głos Nauczycielski" z l925 r. zamieszcza fakt następujący: Pewnej
niedzieli z ambony lecą te słowa: Wojewoda to jeden wół, starosta drugi,
który z nich kichnie - rada gminna podatki nakłada, a my t. j. ja i wy
kmiotkowie musimy płacić, czy słusznie czy niesłusznie.
A w "Naszym Misjonarzu" z czerwca l929 r. czytamy na str.l67 co następuje:
"Rząd nasz nie pozwala na rewindykację 700 świątyń, pozostających
bezprawnie w posiadaniu duchowieństwa prawosławnego... Działaczkom
katolickim nie pozwala się na założenie ochronki katolickiej. Doprawdy
nasuwa się pytanie, czy jesteśmy u siebie w Polsce, czy też w
bolszewickiej Rosji i to z własnej winy".Pismo "Rozwój" z 30.IV.l939 r.
zamieszcza artykuł p. t.: "Konkordat a życie". Artykuł rozpoczyna się
zdaniem: "Katolicka Ag. Pras. (26.III.30) podaje takie wiadomości".
Zakońzenie artykułu brzmi następująco:
Podobne postępowanie władz polskich w Polsce (urzędowo) katolickiej jest
naigrawaniem się z Boga; historja uczy, że następstwem tego jest surowa
kara Boska (wziąć choćby Polskę w końcu XVIII w).
Polska apostazyująca, masonizująca, kokietująca sekciarzy - jest potworem,
od którego ze wstrętem odwróciliby się bohaterzy tacy, jak XX.: Kordecki,
Skarga, Birkowski, świeccy; Sobieski, Koniecpolski, Jabłonowski i legjon
innych.Jak wygląda respektowanie zarządzeń władz państwowych przez kler w
Polsce, charakteryzuje znamienny proces, który odbył się niedawno w Łomży.
"Przegląd Łomżyński" w artykule p.t.: "Prawo nie obowiązuje biskupa
łomżyńskiego" zarzucił ks. biskupowi Łukomskiemu, że "tworzy samozwańcze
komitety parafjalne", "poucza, jak mają kwestować bez pozwolenia władz",
"daje zły przykład" i t.p. Obrażony ks. biskup zaskarżył redaktora gazety
o zniewagę i proces przegrał. Sąd uniewinnił oskarżonego a rozprawa sądowa
wykazała fakty następujące:
W l93l r. biskup Łukomski zamiast poprzeć działalność Powiatowego Komitetu
dla Niesienia Pomocy Bezrobotnym utworzył konkurencyjny Komitet Biskupi,
który rozbijając akcję ogólną, urządzał zbiórki publiczne bez pozwolenia
władz państwowych i załatwienia potrzebnych w tym przypadku formalności.
Oczywiście starostwo i policja musiały interweniować w tej sprawie.Niejako
w odpowiedzi na te interwencje ks. biskup zamieścił w jednym ze swych
listów pasterskich następujące zwroty:
W ubiegłej zimie, na terenach diecezji łomżyńskiej, akcja dobroczynna
komitetów parafjalnychh, mimo różnych przeszkód była bardzo poważna.
Ponieważ jednak w ub. roku osoby kwestujące po domach w niektórych
powiatach spotkały się z przykrościami, księża proboszczowie wyznaczą w
poszczególnych miejscowościach osoby zaufane i zachęcą parafjan do
składania swych ofiar u tych osób na probostwie. Drodzy Księża i drodzy
Diecezjanie, nie oszczędzajcie trudu i nie zrażajcie się trudnościami, na
które napotkacie. Bądźcie na nie przygotowani, bo im wznioślejszy jest
czyn, te większe szatan stawia mu przeszkody.
Zdania powyższe, jako wymierzone w działalność władz państwowych, znalazły
odpowiednie naświetlenie w "Przeglądzie Łomżyńskim" i wywołały pośrednio
proces.Nie proces jednak jest najważniejszym momentem tej sprawy. Istotny
moment - to fakt, że biskup w Polsce tworzy komitety, które utrudniają
analogiczną akcję władz państwowych, że inicjuje zbiórki publiczne,
ignorując przytem obowiązujące przepisy prawne, że wreszcie wskazuje
drogi, jak diecezjanie mają omijać zarządzenia władza państwowych. Adwokat
oskarżyciela twierdził w czasie procesu, że "autorytet biskupa jest tak
wysoki, że nie obowiązuje go składanie sprawozdań władzom państwowym z
działalności Komitetu Biskupiego." (Przegląd Łomżyński). Takie
interpretowanie autorytetu biskupiego przez rzecznika tegoż biskupa, jest
bardzo charakterystyczne dla naświetlenia kwestji: kler, a obowiązujące
przepisy państwowe.
Nawet sądów państwowych nie szczędzą ataki kleru. Oto dokument z tej
dziedziny:
Kurja Biskupia
0 28/26
Katowice, dnia 8 stycznia l926 r.
W-ny Adwokat Dr. Pałka
Pszczyna
W odpowiedzi na list z dnia 6.I.l926 r. w sprawie Krz... c/a P... donoszę,
że Sąd Kościelny uważa prawomocny wyrok w danej sprawie, wydany przez Sąd
Okręgowy w Katowicach (8.P.66/35) za wyrok mylny i bez znaczenia w sprawie
Kurji Biskupiej przeciwko p. J.K...
Oficjał
w z. Ks. Jarczyk
Specjalne ustawy zabraniają krytykowania wyroków sądowych, kler jednak w
Polsce uzurpuje sobie jakąś władzę ponadsądową, ogłaszając oficjalnie
wyrok sądu państwowego za mylny i bez znaczenia.Jak kler popiera przemysł
krajowy, niech ilustruje to następująca notatka, zaczerpnięta z "Posłańca
Serca, Jezusowego" (marzec l930) :
"Dla rodzin poświęcających się Sercu Jezusowemu posiadamy w niewielkiej
ilości obrazy Serca, Jezusowego. Ponieważ te obrazy sprowadzane są z
zagranicy, wskutek tego cena jednego egzemplarza wynosić będzie 2 zł. 30
gr. Zamawiać prosimy: Wydawnictwo XX Jezuitów, Kraków, ul. Kopernika 26."
Nic dziwnego, że następstwem tego rodzaju stosunków jest skandal, jaki
zaszedł w marcu l932 r. w Krakowie, gdzie zebranie Chrześcijańskiej
Demokracji rzęsiście oklaskiwało mowę niemieckiego senatora Panta, znanego
na Śląsku ze swej wrogiej Polakom działalności. Treść mowy według
informacji "Polski Zachodniej" z 24.III.l932 r. była następująca:
"Katolicy często się różnią w poglądach na zagadnienia polityczne. Ale
muszą znaleźć wspólny język. Przedewszystkiem muszą się katolicy
przeciwstawić błędnym poglądom na Państwo. Dziś widzi się niemal
ubóstwianie Państwa. A jednak Państwo nie może być najwyższą instytucją
prawną i etyczną. Państwo nie jest najwyższem dobrem."
Taki obraz, jak z jednej strony Pant, przywódca niemieckiej partji na
Śląsku, z drugiej ideowi przyjaciele kleru i ich w sercu Polski narady nad
wspólnem przeciwstawieniem się "błędnym poglądom na Państwo" - to nawet na
nasze stosunki, obraz niezwykle przykry i ponury.Oto przykłady: X. Z. w R.
S. na Śląsku, znany ogólnie germanizator, wyzyskuje każdą spoobność, by
zachwiać wśród swych parafjan autorytet Państwa. Na jednem z kazań wyraża
się, że królowie polscy to byli wielkie "chachary" (obelżywe słowo w
gwarze śląskiej), kiedyindziej mówi, że w Polsce dzieje się wszystko po
masońsku. Upośledza parafjan polskich, protegując na każdym kroku
organizacje niemieckie, utrudniając rozwój organizacjom polskim,
urządzając nabożeństwa niemieckie z większą okazałością i w dogodniejszych
porach. Pewna kobieta zeznała o nim, że namawiał ją przy spowiedzi, by dwu
swoich synów w wieku poborowym wysłała do Niemiec i w ten sposób uchroniła
ich od służby wojskowej w armi polskiej. O działalności ks. Z. zostały
jeszcze w l925 r. poinformowane przez ludność miejscową władze kościelne
do ks. prymasa włącznie, jednak ks. Z. dotąd sprawuje urząd i dotąd
rozwija swą germanizacyjną działalność.Inny przykład: Y. S. w O.
nadgranicznej miejscowości Śląska projektuje sprowadzenie misjonarza z
terenu Niemiec dla odprawienia misyj w swej parafji. Misjonarz ten z
pogardą i nienawiścią wyraża się o wszystkiem, co polskie. X. S. informuje
z ambony, że święto 3 Maja to jest święto tylko dla parafjan polskich.
Inny przykład: X. Dr. w K. żegna polską młodzież poborową niemieckiem
kazaniem i nabożeństwem. W dniu 3-go Maja wygłasza kazanie, poświęcone
wyłącznie Matce Boskiej, a kazanie to kończy słowami: "Co więcej to nas
nic nie obchodzi". Wystawia komitetowi rachunek za nabożeństwo, odprawione
w dniu święta wolności. Na jednem z kazań mówi: "Gdyby Polska była
katolicka, a nie masońsko-żydowska, odzyskaliby Niemcy to, co im się
należy, a Litwini również".
Inny przykład: Ojciec K. na kazaniach rekolekcyjnych w K. głosi takie
nauki:
W czasie inwazji bolszewickiej była taka bieda w kraju, że buta nie można
było kupić. Prezydenta - głowy Państwa nie było, wojska prawie nie było,
dowódców nie było i wojsko ich nie miało. Jednak stał się cud nad Wisłą,
który sprawił X. Skorupka.
Na naczelnych stanowiskach w Państwie nie mamy katolików, a mamy
heretyków. Ty się kłaniasz i drżysz przed inspektorem, dyrektorem, a
przecież to ten sam człowiek, tylko, że ma gwiazdkę. A czemu przed P.
Bogiem nie drżycie? Bo wam P. Bóg nie daje pieniędzy. Urzędnicy chcieliby
dużo pieniędzy brać, a nic nie robić. Inteligencja polska - to zgnilizna,
czyta książki treści pornograficznej i bolszewickiej, a nie religijnej.
("Ognisko Nauczycielskie" luty l93l r.).
Podobnych przykładów nielojalności państwowej, która nieraz ze zdradą
interesów Państwa graniczy, możnaby więcej wyliczyć Wszystko to pod opieką
konkordatu uchodzi latami całemi bezkarnie.Stosunek kleru do naszych
zagadnień kresowych jest b. znamienny. Na zachodzie kler, nawet polski,
stanowi bardzo poważne oparcie dla niemczyzny. Charakteryzuje to
korespondeneja "Polski Zachodniej" z dnia 29.IV.l932 r. w artykule p. t.:
"Tam (to jest na Śląsku Opolskim) kler okrutną macochą wobec Polaków,
tutaj czułą, forytującą. opiekunką Niemców".
Musimy kategorycznie stwierdzić, że w parafjach naszych w Województwie w
sposób wprost uderzający forytuje się ruch niemiecki.
Jako przykład wskażemy na znamienne objawy na terenie parafji kościoła N.
M. P. w Katowicach, gdzie proboszczem jest ksiądz Polak, odznaczony nawet
złotym krzyżem za poprzednie zasługi narodowe. Zobaczymy teraz, czyje to
życie "kulturalne" rozwija się pod opieką wspommanego urzędu parafjalnego.
Oto na murach zabudowań tego kościoła figurują w ostatnich czasach niemal
wyłącznie plakaty niemieckie, reklamujące coraz to. inną imprezę jakiegoś
"Katholische Verein'nu" odbywającą się w domu parafjalnym. Te afisze
niemieckie, bogate, rzuca,jące się w oczy, panują tam niepodzielnie. Gdy
zaś jakaś organizacja polska urządza tam zresztą dziwnie rzadko - jakąś
imprezę, to jej ubożuchnego ogłoszenia trzeba szukać dopiero na sąsiednim
- płocie.Polskie organizacje, znajdujące jeszcze przytułek w domu
parafjalnym, są widoczme już tak onieśmielone forytowaną ofensywą
niemiecką, że boją się nawet korzystać z tego samego miejsca, gdzie
królują plakaty niemieckie i umieszczają wstydliwie swoje plakaty na
płocie.
Jak mało mogą liczyć na poparcie ze strony kleru polskie czynniki
społeczne, świadczy o tem fakt następujący: Prezes Koła Związku Obrony
Kresów Zachodnich oraz prezes Oddziału Związku Strzeleckiego w R. wysłali
do miejscowego probo-szcza zaproszenie tej treści:
Celem urządzenia obchodu uroczystości "Niepodległości Państwa Polskiego"
oraz "miesiąca Śląska" odbędzie się w niedzielę 25 b. m. o godz. l6 w
lokalu (Czytelni Ludowej organizacyjne zebranie Komitetu tego obchodu, na
które Wielb. Ks. Proboszcza jako członka mamy zaszczy t. uprzejmie
zaprosić. Za Komitet przygotowawczy: (Podpisy)
Odpowiedź na to zaproszenie brzmiała: Odręcznie z powrotem do Koła Z. O.
K. Z. w R. z uprzejmą uwagą, że ze względów duszpasterskich w żadnych
imprezach ZOKZ udziału brać nie mogę. X. S. proboszcz.
Tak więc "obowiązki duszpasterskie" nie pozwalają ks. S. brać udziału w
żadnych imprezach Z. O. K. Z.Istnieje uzasadniona obawa, że i w
przyszłości "obowiązki duszpasterskie" przeszkadzać będą klerowi w pracy
kresowej. Według rewelacyjnych informacyj "Polski Zachodniej", duch,. jaki
panuje w Śląskiem Seminarium Duchownem w Krakowie nie pozwala wiele
budować na polskości jego wychowanków. Niektórzy z nich korzystają nawet
ze stypendjów Volksbundu zaciągając już dziś dług wdzięczności wobec tej
niemieckiej organizacji. Jaka będzie w przyszłości ich praca, dla Śląska
łatwo przewidzieć.
Tak jest na kresach zachodnich.
Jeszcze bardziej niepokojąco przedstawiają się sprawy na wschodzie.
Pomijając już kwestje polsko-ukraińskie i rolę, jaką w nich odgrywa kler
grecko-katolicki, na szczególną uwagę zasługuje sprawa t. zw. obrządku
wschodniego czyli bizantyjskiego. Obrządek ten o języku liturgicznym
rosyjskim, ma za zadanie stworzenie z naszych kresów wschodnich pomostu do
Rosji prawosławnej. Dla interesów Państwa Polskiego przedstawia obrządek
ten duże niebezpieczeństwo, ponieważ, w imię dobra religji, rusyfikuje
nasze kresy wschodnie i zbliża je do Rosji.
Ale wzgląd na interes Państwa nie odgrywa w polityce Kościoła żadnej roli,
owszem, z punktu widzenia kleru pożądaną jest rzeczą podporządkowanie
interesów Państwa polityce Kościoła.Objaśnia to szczerze X. Jan Urban w
"Przeglądzie Powszechnym" z listopada l929 r., gdy pisze:
Należy patrzeć na tę sprawę śmiałem okiem nadprzyrodzonej wiary i dać
pierwszeństwo interesom Bożyrn przed małostkowem pojmowaniem interesów
doczesnych. Utyskujemy na brak programów w naszem życiu politycznem, na
brak przewodniej myśli, śmiałego czynu. Zwłaszcza powtarzamy, że na
kresach wschodnich żyjemy z dnia na dzień, na nic stanowczego nie umiejąc
się zdecydować. Czy nie byłoby taką godną Polski przewodnią ideą, taką
śmiałą myślą - wytknięcie sobie za zadanie pozyskanie prawosławia do
jedności kościelnej?
Poparcie życzliwe poczynań Kościoła względem naszych prawosławnych
współobywateli staje się jednym z ważnych obowiązków katolickiego
społeczeństwa i opinji publicznej. Warto, aby o tem więcej myślano,
mówiono i pisano. Prawda, że tyle innych wielkich zagadnień czeka w Polsce
na rozwiązanie, ale może dobrze będzie pamiętać na słowa: "Szukajcie
naprzód Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a reszta będzie wam
przydana".
Takie to zbawienne nauki w związku z rozważaniami na temat akcji "pro
Russia" daje społeczeństwu X. Jan Urban. Tłumacząc je na język potoczny,
winniśmy według recepty X. Urbana rusyfikować wraz z klerem nasze kresy
wschodnie; a przyszłość Polski sama się tam stworzy.Tak więc, czy weźmiemy
pod uwagę głoszone przez kler ogólne poglądy na Państwo, czy na
konkretnych przykładach rozpatrzymy jego ustosunkowanie się do spraw
żywotnych narodu - tak w okresie niewoli, jak i w czasach niepodległości -
zawsze i wszędzie dojdziemy do jednego wniosku. Na ziemiach polskich żyje
kilkanaście tysięcy przedstawicieli hierarchji kościelnej. Ludzie ci, w
olbrzymiej swej większości, wyszli z narodu polskiego i mienią się być
Polakami. Działalnością swą jednak jako całość należą do Państwa innego,
do Państwa Watykańskiego. Wyjątki wśród nich istnieją, ale tylko wyjątki.
Tam, gdzie trzeba wybierać między interesem Polski, a interesem Rzymu,
prawdziwy ksiądz przestaje być Polakiem.
Stwierdza to -również ks. Torkowski w swej broszurze p. t. "Czy zrywać z
Rzymem", gdy pisze:
Ubliżeniem byłoby nawet przypuścić, że kler nasz i wogóle nasi katolicy
bezkrytycznie pójdą za władzą świecką. Przecież może ona pobłądzić i na
manowce poprowadzić cały naród... Tego "buntem" nazywać nie wolno. Wszelka
władza pochodzi od Boga, to pewne, ale gdy nie spełnia swoich obowiązków,
musi być do porządku przywołana. "Dwóm bogom służyć nie można - mówi Pismo
Święte".
Wyzyskiwanie uczuć patrjotycznych dla celów klerykalnych
Treść: Polak, a katolik - to jedno.
Przyszłość Polski w katolicyzmie. Czyn katolickiego Polaka. Fałszowanie
historji. Cud nad Wisłą.
Skądże się zatem biorą owe legendarne historje o zasługach, jakie Kościół
katolicki dla sprawy polskiej położył?
Zródłem tych legend jest przedewszystkiem fałszowanie historji,
tendencyjne pomijanie milczeniem pewnych faktów, a uwypuklanie nadmierne
innych i nastawienie całej historji naszej, głoszonej masom, nie pod kątem
objektywnej prawdy,. ale pod kątem zasady: Posłannictwem dziejowem Polski
jest: służyć katolicyzmowi. Rzadko kiedy dochodzą do wiadomości szerokich
mas takie fakty, jak obłożenie klątwą kościelną ustawy państwowej z l577
r., jak klątwa rzucona na Kazimierza Wielkiego przez biskupa Bodzantę, jak
tumulty religijne, burzenie zborów, palenie czarownic i t. p. W tysiącach
natomiast egzemplarzy rozrzuca się za pośrednictwem zakrystyj różne
broszurki, które, o ile wogóle o Polsce mówią, to szerzą takie "prawdy
historyczne":
Złote czasy dla wiary katolickiej były także równocześnie złotemi czasami
i dla Polski samej. Przeciwnie, upadek w wierze był upadkiem siły, potęgi
i ducha polskiego. Ktoby temu przeczył, ten kłamałby świadomie, albo
pokazałby dosadnie, że nie zna kart historji naszej Polski. (Ks. Bisztyga
T. J. "Trzymaj się wiary katolickiej". - Głosy katolickie Nr. 357).A
wnioski wysnute z tego rodzaju "historji" są równie "prawdziwe", jak i
przesłanki. Dążą one do wykazania, że Polak, a katolik - to jedno, że
Polska może być tylko katolicka, albo jej nie będzie zupełnie. Oto zdania,
wyjęte z wyżej przytoczonej broszurki:
"Rozgrzane wiarą i wychowane w wierze katolickiej serce polskie czerpie
swe natchnienie i pobudki do najszlachetniejszych przedsięwzięć i czynów,
jakiemi zajaśniały dzieje polskie. W tem, że Polska cała żyła po
katolicku, że się trzymała Rzymu i Stolicy rzymskiej, że gotowa była
zawsze stanąć w jej obronie, nie czuje swego poniżenia, swej hańby, swej
niewoli, jak to śmią twierdzić dzisiejsi zaprzańcy wiary katolickiej.
Wiara i to rzymsko-katolicka była dla narodu polskiego jego chlubą i
chwałą, zaszczytem i błogosławieństwem.
Serce polskie i katolickie zrosło się tak w jedno serce, że kto w Polsce
był Polakiem, był tem samem i katolikiem i naodwrót, kto mówił, że jest
katolikiem, mówił równocześnie, że jest Polakiem. Polak i katolik, choć
dwa różne słowa, miały zawsze jedno i to samo znaczenie."Podobne zdania
wygłasza ks. L. Mirek w "Miesięczniku katechetycznym i Wychowawczym" z
marca, l93l r. Wiedział bowiem od największych i najsławniejszych
przewodników duchowych narodu polskiego, że Polska ma od Boga nadaną.
misję wielką: być warownią wiary i prawa Bożego, a religja katolicka
zrosła się z imieniem Polaka tak, że być Polakiem znaczy zwyczajnie to
samo, co być katolikiem. Nie może więc być Polakiem w pełnem i najlepszem
tego słowa znaczeniu, kto nie jest równocześnie dobrym katolikiem.
Jaki cel ma utożsamianie katolicyzmu z polskością? Pomijając już fałsz i
obłudę w tem zawartą, trudno się łudzić, by w ten sposób kościół miał
kiedykolwiek zamiar pomóc bezinteresownie swemi wpływami sprawie polskiej.
Nie - cel jest inny; chodzi o to, by tą drogą umocnić wpływy kleru w
Polsce, by wyzyskiwać dla sprawy kleru nawet te siły społeczne, które w
razie jasnego wyodrębnienia pojęć: Polak i katolik, nie poszłyby na,
służbę Rzymu. Kler w Polsce to dobrze rozumie, że gdyby zrzucił z siebie
maskę polskości i gdyby tumanionym dotąd przez siebie owieczkom jasno i
otwarcie, bez osłonek patrjotyzmu, wytłumaczył swe rzymskie cele,
przerzedziłyby się rychło te liczne rzesze, które dziś z hasłem na ustach:
"Bóg i Ojczyzna" bezkrytycznie, a w dobrej wierze klerowi służą.Światła
prawdy historycznej obawia się więc kler i wszelkiemi sposobami,
przekręca,jąc i tuszując najoczywistsze fakty, usiłuje wmówić w
społeczeństwo, że Polska wszystko katolicyzmowi zawdzięcza i bez
katolicyzmu zginąć musi. X Bisztyga tak o tem pisze: "My obecnie stoimy u
kolebki odrodzonej i nowej Polski. Chcąc, by ta Polska nowa stała, kwitła
i rozwijała się z pokolenia w pokolenie, musimy ją oprzeć o granitowy
.fundament, a takim fundamentem jest tylko wiara święta i katolicka. Koło
tych dwu ołtarzy, jakim jest wiara i ojczyzna, ma się skupić całe życie
nasze. Wrara ma przeniknąć wszystko i wszystkich w Polsce. Z wiary świętej
niech płyną wszystkie czyny nasze. Każde niedowiarstwo, każde sekciarstwo
- to miecz wbity w samo serce Polski. Zginie wiara w narodzie, to zginie i
ojczyzna nasza. A ks. Mateusz Jeż w "Naszym Misjonarzu" z maja l930
r. tak woła:
O Polsko nawpół wskrzeszona!
Zerwij do reszty swe pęta,
Zgniliznę zrzuć z swego łona,
Bądź katolicka i święta.
O Polsko nawpół wskrzeszona!
Piotrowej trzymaj się skały,
A będziesz z nią ocalona,
Twój byt będzie wiecznotrwały!
Ks. A. Szlagowski w "Przeglądzie Powszechnym" z marca l929 r. mówi:
Bóg wskrzesił Polskę i Bóg ocalił Polskę, a ocalił ją dlatego, aby w
Polsce ocalonej katolicki Kościół ocalał. Polska zmartwychwstała, aby stać
się znowu przedmurzem chrześcijaństwa. Polska wróciła do swego
posłannictwa dziejowego, rozpoczęła swą służbę dla Kościoła. Niech
rośnie,. niech się rozwija, a niech pamięta, że w Kościele katolickim i
świętej wierze spoczywa jej posłannictwo dziejowe, jej potęga, jej chwała,
jej przyszłość.
"Pielgrzym" z 2l. I. l930 r. tak kończy jeden z artykułów:
Pamiętajmy bowiem, że Polska wytrzyma napór wroga i będzie wielką i silną,
o ile będzie katolicką.Nietylko do stwierdzenia konieczności katolicyzmu
Polski kler się ogranicza, równocześnie stara się o to, by w czynie
znaleźć ujście dla uczuć polskości katolickich tłumów. Jak ten czyn ma
wyglądać, poucza o tem n. p. "Nasz Misjonarz" z maja l930 r.:
Za cud zwróconej Ojczyzny Bóg przecie
Ma prawo żądać i od nas ofiary,
Gdy tylu pogan jeszcze jest na świecie,
Trzeba rozpalać światło, nieść blask wiary.
Bóg wszechpotężny, Bóg, co mieszka w górze,
Patrzy i czeka na czyn polskich synów,
Bo Polska ma być, jako to przedmurze
Serc gorejących, co się rwą do czynów:
Nawracać Rosję, pogan wieść ku Bogu,
Ranić swe stopy wśród cierni i głogu,
Lecz iść do celu, iść wciąż, bo inaczej,
Bóg łaskę cofnie, spadnie grom rozpaczy...
Ach; Polska ostać się może jedynie
Z Bogiem - dla Boga, w Bogu ufająca;
Wpatrzona w mrzonki, w czcze blaski znów zginie,
I wpadnie marnie w niewolę bez końca.
W innym kierunku zwraca uwagę ks. Bisztyga. Oto:
Jak Polska Polską była, nie było jeszcze w Polsce tylu rozbijaczy i
siepaczy wiary katolickiej, jak w obecnych czasach. O jakżeby inaczej
Polska wyglądała, gdyby wierzący katolicy mieli więcej odwagi w bronieniu
wiary katolickiej, gdyby milczeć i usta zamykać kazali tym wszystkim, co
wiarę katolicką znieważają i wykpiwają.Podobnie poucza i znany nam z
byłych sympatyj moskalofilskich ks. biskup kielecki Łosiński:
"Jeżeli chcemy, aby nam w Polsce było dobrze, aby się nikomu krzywda nie
działa, aby Polska była mocna i szczęśliwa, mamy dołożyć wszelkich starań,
żeby Polska, jak długa i szeroka była Chrystusowa. Nie dopuszczajmy
przeto, żeby ludzie źli podkopywali wiarę świętą, odrywali Polskę od
Kościoła katolickiego, żeby potwarzą i oszczerstwem nadwerężali zaufanie
wiernych do kapłanów, (Ruch katolicki Nr. l0-ll r. l93l).
Tak więc, dlatego, że Polska potrzebna jest dla rozwoju katolicyzmu,
najpilniejsze zadanie Polaka - zdaniem kleru streszczają się w nawracaniu
pogan, w nawracaniu Rosji. a wewnątrz kraju, w zmuszaniu do milczenia tych
wszystkich, co pod rozkazy kleru iść nie chcą.
Drogą tworzenia wzruszających legend, które mają stanowić dla mas
szerokich namiastkę historji polskiej, stara się kler urobić odpowiednie
nastroje w społeczeństwie. Każdy z nas od wczesnego dzieciństwa wie
najdokładniej o tem, że kopalnie soli zawdzięczamy świętej Kindze, która
je przywiozła dla nas w posagu z Węgier, że jedynie dzięki księdzu
Kordeckiemu i jego procesjom na murach Częstochowy zostali Szwedzi z
Polski wyparci i t. d. i t. d. Wprawdzie od czasu do czasu niedyskretni
historycy wyciągną z pyłu zapornnienia dokument jaki, np. odnośnie św.
Stanisława Szczepanowskiego, czy ks. Kordeckiego, który to dokument nieco
inaczej naświetli fakt jeden czy drugi, ale słabiutki głos naukowców ginie
rychło bez echa, budząc co najwyżej oburzenie, że ktoś śmie się targać na
te "narodowe" świętości.W ostatnich czasach do owej legendarnej historji
przybyła jeszcze jedna piękna kartka: "Cud nad Wisłą".
Posel Czapiński w jednej swojej mowie sejmowej wspomina o jakimś księdzu,
który w "Gazecie Świątecznej" tak poucza swych czytelników:
Cóż dziwnego, że udało się Polakom zwyciężyć bolszewików, przecie sam
widziałem na polu bitwy, jak Matka Boska osobiście granatami rzucała w
bolszewików.
Ale nietylko w "Gazecie Świątecznej" czytało się takie cudowności. Każda
ambona omal, zależnie od zmysłu krytycznego i tupetu życiowego kaznodziei,
mniej lub więcej wyraziście naświetlała fakt ten następująco: Pod Warszawą
nie genjusz wodza, nie męstwo żołnierzy odniosły zwycięstwo, ale tam stał
się cud, dzięki księdzu Skorupce i dzisiejszemu papieżowi Piusowi
XI-emu.Dla, przykładu, jak wyglądają takie opowiadania, przytoczę w
wyjątkach artykuł p. t. "Cud nad Wisłą" ks. Jezuity Henryka Mroczka,
zamieszczony w sierpniowym zeszycie z l930 r. pisma "Sodalis Marianus":
Rozpoczął się straszliwy srom. Rozbite oddziały piechoty i konnicy
tłoczyły się wraz z taborem w bezładną masę, która w przerażeniu i panice
uciekała,, porywając wszystko za sobą. Nie pomogły energiczne rozkazy
naczelnego dowództwa: "Bronić linji do ostatniego chłopa. zginąć, a nie
cofnąć się!"
Jeden chciał z nami pozostać, ten, o którym powiada francuski pisarz
Goyau: "Że przybył do nas, by Polsce,. dźwigającej się z grobu, przynieść
uśmiech i pozdrowienie Kościoła katolickiego... "Ukochany przez naród
Nuncjusz papieski Mgr. Ratti, a miłościwie nam dziś panujący Pius XI".
Nie chciał Mgr. Ratti opuścić ludu, z którym tak chętnie brał udział w
uroczystościach, chodził wśród niego po kościołach i z rozrzewnieniem
wsłuchiwał się w jego śpiewy. Nie chciał opuścić bezdomnych i
nieszczęśliwych,. których odwiedzał po schroniskach, szpitalach, do
których wchodził w suteryny, zaglądał na poddasza, niosąc im nietylko
uśmiech i błogosławieństwo, ale i ręce pełne darów.I odczuwała ludność
Warszawy tę miłość, często gromadami stawala przed domem Nuncjusza.
Patrząc w okna jego pałacu, powtarzał lud ze łzami w oczach: "On nas nie
opuszcza, chce bronić swego ludu". Wówczas otwierało się okno i ukazywała
się w niem ukochana postać, błogosławiąca, wszystkim... padano na kolana i
trwano w modlitwie przez cale godziny.
Ósmego sierpnia rozkołysały się dzwony w stolicy, ze wszystkich świątyń
ruszyły procesje na, plac Zamkowy, by z ks. Kardynałem i Biskupami na
czele wziąć udział w błagalno-pokutnem nabożeństwie. Nad tem rozkołysanem
zbiorowiskiem ludzi, jakiego jeszcze Warszawa nie widziała, zabrzmiały
potężne słowa kaznodziei: "Obywatele stolicy zjednoczonej Polski... Idzie
ku sercu Polski wróg, dyszący zemstą i żądzą naszej zagłady... Krwią
naszych bohaterów zarumieniły się fale Berezyny, Prypeci, Wilejki,
Stochodu, Bugu i Seretu, a jeśli cały naród nie zjednoczy się i nie ruszy
do obrony, zaczerwienić się mogą i fale naszej Wisły... Warszawo, ku tobie
w tej chwili zwrócone są oczy i serca całej Polski. Zaświeć przed narodem
płomieniem bohaterstwa, powstań, jak druga Jasnogóra!... Mlodzi na
front... starsi na ulice miasta, bronić go przed wrogiem... Polki do
lazaretów... starcy; sędziwe matrony i niewinne dzieci na kolana przed
ołtarze Pańskie z wołaniem o pomoc".
W rozełkany jęk ludu wplotło się gorące wołanie: "Królowo Korony Polskiej
- Módl się za nami..."
Na to wołanie ludu, na ten krzyk chrześcijaństwa, podniosły się skały,
otworzyły groby, ruszyły kurhany i z nich poczęły wstawać zastępy zakutych
w zbroje skrzydlatych rycerzy, a na ich czele Sobiescy, Chodkiewicze,
Czarnieccy, Żółkiewscy... Stanęli i zwrócili wzrok ku Jasnej Górze
pytając, ku jakiej potrzebie Królowa ich woła. Tam przejasna Pani z
Dzieciątkiem na ręku, obleczona w szkarłat z koroną na głowie, wskazywała
berłem ku Warszawie, a z ust jej padł rozkaz: "W nich!"
Szczęknęły zbroje, pochyliły się proporce, zaszumiały skrzydła i z
okrzykiem: "Jezus, Marja!" - pomknęli rycerze jak huragan ku stolicy...
To odwaga i męstwo przodków naszych wstąpiły w serca potomków, którzy
ruszali do walki na pola Warszawy...
Wśród zastępów ochotniczych i wojska krzepiła Marja nadzieję zwycięstwa
przez swego herolda, bohaterskiego ks. Skorupkę, który głosił ustawicznie
po oddziałach i koszarach, że "piętnastego sierpnia, w święto
Wniebowzięcia, Polacy przestaną się cofać i rozpoczną się dni tryumfu
polskiego... Najświętsza Panna, Patronka i Królowa ludu polskiego nie
dopuści, by naród miał zginąć".
A końcowy wniosek artykułu:
Polska zwyciężyła, bo za nią stała matka Kościół, bo przy niej trwał
wiernie przyjaciel, który jako namiestnik Chrystusowy miał zasiąść na
papieskim tronie.
Tak więc, jeden z największych i najpiękniejszych czynów wodza narodu,
Józefa Piłsudskiego i jego bohaterskich żołnierzy został bez reszty
zaanektowany na rzecz polityki kleru. Wymownym symbolem tej aneksji było
wybicie w mennicy państwowej medalu "Cudu nad Wisłą" i przeznaczenie
czystego dochodu z rozsprzedaży tego medalu na cele... misyjne.
Kler a sprawy materjalne
Treść: Konkordat, a uposażenie materjalne
kleru. Uroszczenia kleru wobec Państwa. Olbrzymie fundusze kościelne.
Składki misyjne. Niektóre formy zbierania składek.
Składki kościelne mimo kryzysu rosną. Agitacja za wzmożeniem akcji
misyjnej w kraju. Oddzielną, wielką dziedzinę wyzysku Polski przez
duchowieństwo, stanowią sprawy materjalne.
Już konkordat przyznaje w tym kierunku Kościolowi katolickiemu ogromne
przywileje. Dowodem tego jest art. 24 konkordatu, w którym "Rzeczpospolita
Polska uznaje prawo osób prawnych kościelnych i zakonnych do wszystkich
majątków ruchomych i nieruchomych, kapitałów, dochodów oraz innych praw,
które te osoby prawne posiadają obecnie na obszarze Państwa Polskiego" i
to nawet w tym wypadku, gdyby prawo własności, tych majątków nie było
dotychczas wpisane do ksiąg hipotecznych.
Uznając w tak rozległem znaczeniu status quo majątkowe duchowieństwa, w
dalszym ciągu tego samego artykułu 24-go przyznaje Państwo Kościołom
dalsze przywileje, a mianowicie prawo do odzyskania dóbr skonfiskowanych
przez rządy zaborcze, prawo do zaopatrzenia w miarę rozporządzalności mens
biskupich i beneficjów proboszczowskich w dostateczną ilość ziemi, a do
czasu spełnienia tych zobowiązań zapewnia Państwo Kościołowi prawo do
uposażenia rocznego, które ma być nie niższe od wartości rzeczywistej
uposażeń, wypłacanych przez rządy zaborcze.
Ustalając zasady uposażenia (Załącznik A do konkordatu) Państwo nie
zapomina nawet o uczniach seminarjów duchownych, zapewniając i im również
pensje miesięczne. Mimowoli nasuwa się tu przykra uwaga: Jest taka masa
zdolnej biednej młodzieży akademickiej, która nie może kończyć studjów z
braku podstaw materjalnych lub kończy je, walcząc z niesłychanym
niedostatkiem. Młodzież ta studjami swemi przygotowuje się do pracy dla
Państwa, a jednak Państwo na podstawie zobowiązań konkordatowychych
spieszy z pomocą materjalną tej przedewszystkiem młodzieży, która w
przyszłości pracować będzie nie dla Państwa, ale dla Kościoła.
I jeszcze jedna uwaga: W dzisiejszych ciężkich czasach, kryzysu
ekonomicznego, kiedy Państwo zmuszone jest redukować głodowe pensje swym
pracownikom, kiedy pensje robotników zeszły już dawno niżej minimum
egzystencji, przykrym zgrzytem uwydatnia się fakt, że uposażenia dobrze
sytuowanego kleru, oparte na postanowieniach konkordatowych, okazują się
prawie nietykalne. Nic dziwnego, że w tych warunkach w latach kryzysowych
na wszystkich wycieczkach zagranicznych, we wszystkich bogatszych
zdrojowiskach i kąpielach kler jest najliczniej reprezentowany. Konkordat
daje Kościołowi duże uprawnienia. Kościół uprawnienia te stale rozszerza,
czego dowodem chociażby ustawa o podatkach kościelnych. Jak
bezceremonjalnie potrafi kler egzekwować na Państwie swe pretensje,
widzimy to na przykładzie tych licznych procesów o zwrot świątyń
prawosławnych i ich majątków, w jakim tonie zaś potrafi o tem kler mówić,
niech świadczą wyjątki z korespondencji słynnego "Kap'a" (Katolickiej
Agencji Prasowej). Czytamy tam ("Polonja" 26. I. l930 r.) :
Według konkordatu wszystkie prawa i zarządzenia sprzeczne z konkordatem
straciły moc obowiązującą. Pytamy gdzie jest akt, któryby sprzeczne z
konkordatem prawa i zarządzenia przekreślił? Chyba takim aktem nie jest
to, co umieszezono w Monitorze?
Art. IV. konkordatu nie jest wprowadzony w życie. Kościoły rujnują się,
potrzebne są nowe świątynie, wymagane są opłaty asekuracyjne do kas
chorych, pracowników umysłowych i t. d. Skąd na to czerpać środki? Stan
wykonania konkordatu i wprowadzania w życie związanych z nim aktów
prawodawczych, zarządzeń rządowych, zawierania umów trwa chyba za długo?
Sposób ujęcia sprawy przez p. Ministra czyni wrażenie jakoby do Ministra
W. R. i O. P. należało prawo, komu przyznać zagrabione świątynie i ich
majątek, że bez porozumienia się z Ministrem W. R. i O. P. Biskupi nie
powinni na drodze sądowej dochodzić praw Kościoła katolickiego. Biskupi
mają prawo żądać, by konkordat i co z nim związane, było wprowadzone w
życie i aby ich, gdy bronią praw Kościoła przed sądami państwowemi, nie
uważano za takich, co po cudze sięgają. W podobnie aroganckim tonie odzywa
się "Kap" często, a ton ten jest dla stosunków, panujących w Polsce bardzo
znamienny.
Nie do samych jednak uprawnień konkordatowych ograniczają się dochody,
jakie kler czerpie z terenu Państwa Polskiego. Pieniądze polskie płyną
całym, olbrzymim systematem rzecznym z najrozmaitszych źródeł do kas
kościelnych, przewyższając wielokrotnie te dotacje, jakie zagwarantowane
są Kościołowi postanowieniami konkordatu.
Weźmy jako przykład wysokość kościelnego funduszu budowlanego: l.060.000
zł. (Załącznik A do konkordatu) i zestawmy tę kwotę z ilością i kosztami
wybudowanych w Polsce po r. l9l8 świątyń. Nie ma okolicy, gdzie by w
czasach niepodległości kościoła nie wybudowano, a są miasta i miasteczka,
gdzie się ich buduje i po dwa równocześnie. Przy sposobności wznoszenia
owych budowli zarówno ze strony Państwa, jak i społeczeństwa płyną na
rzecz Kościoła hojne datki. I tak np. w l93l r. Państwo sprzedało plac w
Warszawie pod budowę kościoła za cenę l0% szacunkowej wartości, robiąc w
ten sposób kurji warszawskiej prezent z 90.000 zł. Na budowę katedry
śląskiej zebrano do marca l932 r. 5 l/4 miljona złotych, w czem przeszło 4
miljony stanowią subwencje rządowe, wojewódzkie i samorządowe. I tak jest
z budową każdego kościoła - i tak się wciąż dzieje nawet w ostatnich
czasach ostrego kryzysu ekonomicznego. Brak jest środków na pokrycie
najkonieczniejszych potrzeb państwowych - na budowę kościoła, czy inny cel
religijny, zawsze w tej czy innej formie, fundusze się znajdą. Jak poważne
muszą być fundusze, które gromadzą się w rękach kleru, dowodzi tego fakt,
że kurja biskupia w Siedlcach zakupiła w czerwcu l932 r. czwarty już z
kolei dom i zaplaciła za niego 300.000 zł. ("Gazeta Podlaska"). Dom ten ma
podobno być przeznaczony na rezydencję biskupa sufragana. Z pomiędzy
najrozmaitszych form wyzysku materjalnego, jaki pod pokrywką reIigji,
uprawia się w Polsce, szczególnie przykre uczucie budzi ten wyzysk,
którego ofiarą padają szerokie, najciemniejsze i dlatego przed chciwością
kleru najbezbronniejsze masy społeczeństwa. Przykład: Wycieczka ludowa w
Krakowie: Kobiety z trudem złożyły pieniądze na podróż i konieczne
wydatki. Zostało im jeszcze po kilkadziesiąt groszy, za które obiecują,
sobie "coś" kupić. W jednym z kościołów podczas zwiedzania podoba im się
obraz w ołtarzu. Bez namysłu urządzają składkę i ostatnie swe grosze
oddają księdzu, by odprawił mszę przed tym ołtarzem. A potem cały dzień
chodzą głodne po Krakowie, bo na obiad nie starczyło. Ile tak setek,
tysięcy i miljonów złotych przepłynie rok rocznie z kieszeni
najbiedniejszych do przepaścistych kieszeni kleru i do kas kościelnych,
trudno nawet w przybliżeniu określić. Nie wiem, czy istnieje wogóle
źródło, gdzieby można ścisłych i dokładnych danych w tym kierunku
zaczerpnąć, to tylko wiem jednak z całą pewnością, że suma ogólna
kościelnych składek jest bardzo duża, o wiele za duża na ubóstwo
materjalne Polski.
A w tych składkach, rzekomo religijnych, tkwi jeszcze jeden tragizm.
Większość pieniędzy, zwłaszcza misyjnych, idzie za granicę, bogacąc obce
narody i służąc obcej sprawie. "Wolnomyśliciel Polski" z l5. XI. l930 tak
o tej sprawie pisze:
Każda trzecia niedziela października jest przeznaczona na propagandę
misyj wśród pogan. Propaganda polega na wygłoszeniu kazania
okolicznościowego o upośledzeniu nieszczęśliwych czarnych, na zachęceniu
do gorącej modlitwy na intencję powodzenia misyj katolickich i, co jest
ważniejsze, do składania ofiary pieniężnej.
I niejeden ciemny chłop, który grosza nie da na flotę narodową, budowę
szkoły czy szpitala, nie odmówi dobrodziejowi w sutannie niejednej
złotówczyny na "tych ta cornych"". A dla czyjego dobra cała ta robota? Oto
Watykan za wskrzeszenie państwa kościelnego musi odpłacać Mussoliniemu
propagandą faszyzmu i wywiadem w pobliskiej Afryce. W ślad bowiem za
misjonarzem kapucynem czy redemptorystą sunie kupiec, a na ostatek
żołnierz, aby rozszerzyć granice imperjum italskiego. A za czyje
pieniądze? Polskiego biedaka, wyłudzone przez krajowego cudzoziemca. Nie
kusząc się bynajmniej o zobrazowanie całości składek kościelnych, podaję
niektóre dane z tego działu. Z tych fragmentów można sobie do pewnego
stopnia całość odtworzyć. Według danych, zaczerpniętych z "Miesięcznika
Diecezji Chełmińskiej" (czerwiec l93l r.), diecezja ta zebrala w l930-tym
roku:
a) na "Dzieło Rozkrzewiania Wiary" - l7l.037 zl. 32 gr.
b) na "Papieskie Dzieło św. Dziecięctwa" - 42.247 zł 8l gr
c) na "Papieskie Dzieło Piotra Apostoła" - 9.l05 zł 59 gr
d) na "Związek Misyjny Kleru" - l.533 zł 30 gr
e) na "Towarzystwo Misyjne dla Wschodu - 2.l5l zł 30 gr
f) na "Stowarzyszenie św. Jozafata" - l.225 zł l5 gr
g) na "Sodalicję św. Piotra Klawera" - 3.006 zł 06 gr
Razem zebrano w ciągu roku l930 w diecezji: 232.306 zł. 53 gr. (232
tysiące 306 złotych 53 grosze).
Ile pieniędzy z diecezji poszło na inne cele kościelne, jak msze św.,
śluby, pogrzeby, wypominki i t. p., nie umiem określić. O wysokości
składanych pieniędzy, pewne pojęcie może dać; także "Sprawozdanie z akcji
misyjnej w Łagiewnikach Śląskich" ("Nasz Misjonarz" marzec l930 r.), z
którego to sprawozdania dowiadujemy się, że parafja złożyła w roku na cele
misyjne l0.703 zł. 66 gr., co stanowi na głowę każdego katolika 74
grosze.Wydobywaniem ze społeczeństwa pieniędzy zajmują się bardzo gorliwie
różne klerykalne gazetki. Przykładem mogą tu być "Misje Katolickie", które
w ciągu jednego roku, od listopada l929 do listopada l930 wykazały 82.86l
zł. 52 gr. i l64 dolarów składek. Inne gazetki, jak "Królowa Apostołów",
"Nasz Misjonarz", "Mały Misjonarz" i cały długi szereg podobnych dzielnie
pod tym względem "Misjom Katolickim" sekundują. Obecnie wiele z tych pism,
nie chcąc drażnić opinji publicznej, a tem samem psuć sobie interesu,
zaprzestało ogłaszania na łamach pisma pokwitowań składkowych, niestety,
nie zaprzestało równocześnie zbierać samych składek.
Że kwoty zbierane w większości parafij muszą sięgać sum bardzo poważnych,
świadczy o tem list jednego z proboszczów do swej parafjanki. Oto treść
listu:
Szanowna Pani!
Za tak hojną ofiarę w wysokości "czterech groszy" najserdeczniesze dzięki.
To jest ofiara na żebraka a nie na misjonarza.!!!
Zatem zwraca ją się w celu doręczenia jej jakiemuś dziadowi.
Z poważaniem ks. F. P. proboszcz.
List ten pozostaje w związku ze zbiórką pieniędzy podczas nabożeństwa i
nasuwa pewne refleksje. Wprawdzie ofiara "4 grosze na misjonarza" nie jest
wysoka i widocznie nie powtarza się zbyt często, jeśli wzbudziła takie
oburzenie u zacnego plebana, ale mimo to przyjmijmy te cztery grosze za
podstawę obliczenia wysokości sum, jakie gromadzą się w kieszeniach kleru,
dzięki zbiórkom, urządzanym podczas mszy świętych. Przypuśćmy, że co
niedziela l0% ludności w Polsce bierze udział w nabożeństwie i składa "na
tacę" tylko po 4 grosze. Daje to w sumie 4 gr. x 3 miljony czyli l20
tysięcy złotych. Biorąc pod uwagę tylko 50 niedziel, bez świąt i
okolicznościowych nabożeństw, otrzymamy ładną kwotę 6 miljonów zł.
rocznie.
I to jest ofiara "czterech groszy", którą ks. P. nazywa pogardliwie
"ofiarą na żebraka".Że poważnym działem pracy każdego księdza są zbiórki
pieniężne, zdają sobie z tego księża przeważnie doskonale sprawę. Jeden z
proboszczów z głuchej prowincji, stworzył sobie nawet na ten temat
oryginalne przysłowie. Zwykł on mawiać: "Jeżeli mój poprzednik był miechem
z dziurą, to ja jestem beczką bez dna. Tylko dawajcie".
Dość dobrze charakteryzuje również poglądy kleru na sprawy pieniężne list
ks. proboszcza z K... Pisze on, co następuje:
K..., dnia 2l. I. l93l. r.
Szanowna Pani!
Już przeszło sześć tygodni upłynęło od dnia pogrzebu Paninego ojca, Józefa
R.
Szanowna Pani zamówiła nader uroczysty pogrzeb, oświadczając zarazem, iż
czynności pogrzebowe ze strony kapłana i służby kościelnej zapłaci syn,
względnie brat Wasz z Zabrza w Niemczech.
Szwagrowa z Niemiec też mi obiecała, iż ku końcu grudnia pogrzeb zapłaci.
Koniec grudnia nadszedł, pieniędzy niema; otrzymałem parę dni później list
z Zabrza, iż l2 stycznia l93l r. pieniądze brat z Zabrza pośle. Znów już 9
dni upłynęły, a pieniędzy niema i niema.
Ja się za błazna robić nie dam.
Takiego wypadku w życiu mem kapłańskiem nie miałem, iżby jaki ksiądz trupa
darmo, względnie na pump chował.
Wobec tego proszę o uiszczenie l70 zł. za czynności kapłańskie przy
pogrzebie zmarłego Józefa R.
Ks. Fr. P. proboszcz. Zadziwiające są sposoby, jakiemi kler pieniądze
nawet od umarłych i heretyków umie wydobywać. Oto "Związek Mszalny dla
Afryki" za składką l złotego przyjmuje na listę swych członków nawet
umarłych. (Halka: "Słowem i pismem str. 8. Rzym l926).
"Związek Mszalny Towarzystwa Słowa Bożego" przyjmuje członków również
umarłych, tylko za składką l2 złotych ("Nasz Misjonarz"). Statuty "Związku
Mszalnego", pouczając kiepską polszczyzną, że "Zw. Msz." wspomaga Cię w
miłości do Twych krewnych i przyjaciół, jeśli ich dasz zapisać do Związku
Mszalnego", tak następnie sprawę wyjaśniają:
par. l. Zapisywać można do Związku Mszalnego tylko pojedyńcze osoby czy to
żyjące czy zmarłe.
par. 5. Można zapisywać osoby także bez ich wiedzy, jeśli im się pragnie
zapewnić łaski Związku, a one same albo nie chcą, albo nie mogą się
zapisać.
Byłoby bardzo interesującą rzeczą, gdyby centrala Związku Mszalnego
zechciała kiedy ogłosić listę swych członków. Niewykluczone, czy nie
znaleźlibyśmy tam nazwiska Boy'a lub którego ze znanych antyklerykałów.
Budżet Państwa Polskiego kurczy się w latach ostatnich, pragnąc
oszczędnościami - nieraz bardzo przykremi - uchronić kraj od gorszych
nieszczęść; nie kurczą się jednak i nie maleją składki misyjne. W l929 r.
przesłała Polska na "Dzieło Rozkrzewiania Wiary" o 579.500 lirów więcej,
niż w roku poprzednim, zajmując tu 9-te miejsce wśród wszystkich państw
europejskich i pozaeuropejskich ("Misje Katolickie" czerwiec l930 r.).
Nawet w l93l r. w tym roku, kiedy bezrobocie w Polsce wzrosło do
zastraszających rozmiarów, kiedy Państwo zmuszone było obniżyć pensje
urzędnicze, Polska wysłała na misje o l2% więcej, niż w l930 r.
A jednak to wszystko wydaje się naszym konkordatowcom za mało. "Misyjna
Akcja Znaczkowa" w jednej ze swych odezw pisze:
Kto czuje się Polakiem - niech spieszy z pomocą polskim misjonarzom. Czyż
nasza katolicka Polska ma być zawsze na szarym końcu? X. Leon Piasecki w
liście: "Dlaczego Francja ma tylu świętych?" ("Misje Katolickie" grudzień
l930), takie nauki daje:
Jeżeli chcemy, by Bóg błogosławił naszej ojczyźnie i także na, jej niwie
rodzili się Święci i wielcy więci, to musimy wyrzec się egoizmu i nie
skąpić ofiar na misje. Nie można zaprzeczyć, że ofiarność Polski na misje
rośnie, ale czy me moglibyśmy zrobić jeszcze więcej? - Iluż to jeszcze
takich, co sądzą, że praca dla misyj, że grosz na nie złożony jest groszem
straconym dla ojczyzny. Wołają inni: Jeżeli chcecie, by Polska była wielka
i silna, budujcie polską armję, flotę - inni zaś: pracujcie i
oszczędzajcie, inni znowu: łączcie się po bratersku i unikajcie niezgody,
inni: wspierajcie polski przemysł, jeszcze inni: starajcie się o gruntowne
i katolickie wychowanie naszej młodzieży. Niech i nam będzie wolno dodać:
róbmy to wszystko, co polecają nam dobrzy synowie Polski, ale
przedewszystkiem bądźmy sami dobrymi synami Kościoła katolickiego i
wspierajmy misje.
Specjalnie "przekonywująco" i "inteligentnie", jak na wiek XX-ty
argumentują konieczność wspierania misyj "Głosy Katolickie" Nr. 348 z l928
r.
Znam pewną parafję - pisze ks. J. Łękosz - położoną w okolicy wybitnie
rolniczej, gdzie stale nękało ludzi gradobicie. Pracowali w pocie czoła, a
czasu żniwa nie było co sprzątać. Odkąd jednak zaczęli składać ofiary na
różne dobre cele, nie wyłączając misyj katolickich, złowrogie chmury
gradowe omijają ich stale. Charakterystyczne także są wynurzenia
"Kieleckiego Przeglądu Diecezjalnego" z marca l932.
Prawdą jest, że w ostatnim roku wysłaliśmy na misje o l2% więcej, niż roku
przeszłego; lecz dlatego tem więcej należy nam korzystać z dotychczasowej
organizacji i rozszerzać ją, gdyż dotąd zaledwie l% katolików w Polsce
skupia się pod sztandarem Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania wiary.
Pozostało nam zatem tak bardzo wiele do zrobienia, że to, co dotąd
uczyniono, zaledwie nazwać można początkiem.
Istotnie pozostały jeszcze pewne kwoty w budżecie na wojsko, szkoły i inne
potrzeby państwowe; - prawdopodobnie akcja misyjna i te fundusze chętnie
zagarnęłaby dla siebie.
A dla wzmożenia akcji, pionierzy misyjni pragną zalać Polskę falangą
zakonów i zgromadzeń. Gościnnie je zaprasza do naszego kraju jakiś K. B. w
"Naszym Misjonarzu" z lipca l929 r. słowami:
Przyjdźcie do nas Mili Misjonarze i Misjonarki, pomóżcie nam szerzyć w
Polsce ducha misyjnego, przysparzać pracowników apostolskich na niwie
misyjnej Kościoła, Znajdziecie u nas zapał i gościnę. Przykład Waszej
skrzętnej pracy obudzi tych, co jeszcze drzemią w obojętności i
bezczynności. Serca nasze czekają... I misje czekają... Przybywajcie!...
W obecnych czasach ogólnej nędzy i bezrobocia, kiedy tysiące ludzi nie ma
co do ust włożyć, te "poważne" zmartwienia kleru, że Polska za mało
pieniędzy wysyła zagranicę na misje, i że za mało zgromadzeń misyjnych
mamy w kraju - są istotnie bardzo aktualne.
Próby opanowania społeczeństwa
Treść: Ambona i listy pasterskie na
usługach agitacji wyborczej. Inne formy akcji politycznej. Cel akcji
politycznej kleru. Dążność do opanowania organizacyj. Zwalczanie
organizacyj niezależnych od kleru. Wyroki sądowe. Organizacje katolickie i
ich cel. Stowarzyszenie Młodzieży Polskiej. Rozgrywki polityczne, a
organizacje katolickie. Zjazdy katolickie. Akcja Katolicka - ustrój
wewnętrzny. Bezwzględne posłuszeństwo władzom kościelnym - zasadą naczelną
Akcji Katolickiej. Akcja Katolicka - popierana przez państwo. Tolerancja
religijna a zasady Akcji Katolickiej. Prasa katolicka. Nadużywanie nazwisk
wielkich ludzi. Dążność do opanowania piśmiennictwa. Radjo na usługach
kleru. Nietolerancja kleru. Wywiady o ludziach odmiennych przekonań.
Do zrealizowania swych celów potrzebne jest klerowi opanowanie i zupełne
podporządkowanie sobie życia społecznego w kraju. Bo powiedzmy sobie -
robi słuszną uwagę Boy-Żeleński w" Naszych okupantach" -
każdy rząd w Polsce, chce czy nie chce,
będzie się uginał pod naciskiem kleru, dopóki ciemnota, czy bierność
ogółu będzie kler ten czyniła realną czy fikcyjną potęgą. Dopóki w
Polsce będzie można wykrzykiwać wzniośle "Bóg i religja", tam, gdzie w
gruncie chodzi o władzę i pieniądze - dopóty kasta wyodrębnionych z
życia dzikusów będzie regulatorem najdonioślejszych spraw społeczeństwa
z jego największą szkodą.
Dąży zatem kler z całą siła do
zawładnięcia życiem społeczeństwa przez swój udział w życiu politycznem
kraju, przez tworzenie zależnych od siebie organizacyj społecznych, przez
opanowanie prasy i czytelnictwa, przez podporządkowanie swym celom różnych
instytucyj społecznych, przez duszenie każdej niezależnej myśli, a
propagowanie wielkiej ciemnoty i t. d. Udział kleru
w życiu politycznem kraju jest bardzo duży. Byłaby to nawet rzecz godna
pochwały, gdyby udział ten ograniczał się do wyzyskania w pełni praw
obywatelskich, jakie każdemu obywatelowi, a więc i księdzu gwarantuje
Konstytucja. Kler jednak na ziemiach polskich uzurpuje sobie prawo daleko
większe, w czem przychodzi mu z dzielną pomocą ko |