Strona główna ZSPiT

Wiek - wiekowi, człowiek - człowiekowi światło podaje.

ZESPÓŁ SZKÓŁ PEDAGOGICZNYCH I TECHNICZNYCH

im. Komisji Edukacji Narodowej

Lublin ul. Krzywa 6 ( 1962 - 1993 )

Technikum Przemysłowo - Pedagogiczne  *  Pedagogiczna Szkoła Techniczna  *  Pedagogiczne Studium Techniczne  *  Studium Wychowania Przedszkolnego  *  Zasadnicza Szkoła Zawodowa  *  Policealne Studium Zawodowe * Studium Nauczycielskie * Liceum Pedagogiczne

 

www.zspit.com

       

 

 

 

 

Stosunek kleru do państwa i oświaty - Fakty i dokumenty - Janina Barycka
"Nasza Księgarnia", SP. AKC. Związku Nauczycielstwa Polskiego, Warszawa, l934.
Reprint: Wydawnictwo TOPORZEŁ, Wrocław l99l

 Koleżankom i Kolegom, którzy w walce o lepsze jutro Państwa i Społeczeństwa nie wahają się przeciwstawiać wstecznictwu i ciemnocie, pracę tę poświęcam. ( Janina Barycka )

Stosunek kleru do państwa i oświaty - J. Barycka

Nie jest dozwolone domagać się, bronić lub udzielać nieroztropnie wolności myśli, prasy, nauczania, wyznań - jako praw przyrodzonych ludzkości. Tam, gdzie te swobody są stosowane, obywatele mają obowiązek posługiwać się niemi i żywić wzgledem nich takie uczucia, jakie żywi Kosciół.
Wolność wyznaniowa w stosunku do jednostek jest przeciwna cnocie religijnej i opiera się na zasadzie, że wolno każdemu wyznawać taką religię, jaka mu się podoba lub nawet nie wyznawać żadnej. Dając człowiekowi tę wolność, daje mu się możność wynaturzania bezkarnie najświętszego z obowiązków, uchylania się od niego, porzucania dobra niezmiernego, aby zwrócić się ku złemu...

[ Kodeks Akcji Katolickiej ]    

Książka zawiera niepublikowane po wojnie materiały, zebrane przez członków Związku Nauczycielstwa Polskiego. Po sześćdziesięciu latach odzyskały one swoją aktualność. Instrukcja dotycząca wprowadzenia religii do szkół, ustawa antyaborcyjna, pielgrzymki wojska i policji, wreszcie konkordat - to już współczesne akty ingerencji Kościoła Rzymskokatolickiego w życie Państwa.

Dlaczego Kościół tak bezkompromisowo wtargnął do szkół ? Odpowiedzi udzielają strony tej książki. Dzisiaj na naszych oczach kler zdobywa coraz większe wpływy. Zdobywa je, bo po półwiecznej z górą przerwie społeczeństwo nie pamięta o konsekwencjach jego "zwycięstw" w latach międzywojennych. Nie należy zapominać, że Kościół to nie tylko miejsce kultu i urokliwa bogactwem, niewinna tradycja, lecz - przede wszystkim - wpływowa siła polityczna. Siła, która chce nas sobie bezwzględnie podporządkować.

[ Bibioteka Wydawnicza Toporzeł ]    

Spis Treści...

Wstęp

Współżycie kleru z nauczycielstwem nigdy nie było idealne, jednak w wielu okolicach starano się przynajmniej zachować pozory form, by wzajemnie nie zatruwać sobie życia.
W ostatnich czasach nastąpiła zasadnicza zmiana: kler staje się nieslychanie agresywny i napastliwy, nauczycielstwo zostało otoczone szpiegami, denuncjacje do władz przybrały charakter epidemiczny, konfesjonał i kazalnica wystąpiły jako narzędzie walki, rozliczne zaś pisma klerykalne i towarzystwa kościelne stale podkopują powagę szkoły i nauczyciela. Kler dzisiaj nie waha się w walce z nauczycielstwem używać nawet wyzwisk. Oto w piśmie "Gość Niedzielny", organie ks. biskupa Adamskiego, nazywa się nauczycieIi "szarlatanami", a tenże biskup grozi: "Będziemy łupić aż do skutku!" My, nauczycielstwo, jesteśmy spokojnymi pracownikami i walki nie chcemy, ale pogróżki i obelgi potrafimy odpowiednio odeprzeć i udowodnić społeczeństwu "kto jest szarlatanem".
Przed kilku laty ukazała się w druku mała książeczka p.t. "Walka o niezawisłość szkoły w PoIsce". Autor broszury, zasłużony bojownik o szkołę jutra, Józef Bałaban, szeregiem dokumentów zobrazował niektóre momenty walki kleru ze szkołą i nauczycielem. Teraz po kilku latach, gdy nagromadziły się stosy materjałów, a walka nie ustaje, trzeba dokumenty te znów częściowo zebrać razem i światu ogłosić.
Przy tej sposobności poczuwam się do obowiązku podziękowania Szanownym Koleżankom i Kolegom za dostarczenie mi swych notatek, pamiętników, listów i dokumentów. Brak miejsca, uniemożliwił mi zużytkowanie wszystkich materjałów. O ile zajdzie potrzeba, znajdą się one w innej publikacji.  

Rola państwa w pojęciu Kościoła

Treść: Dwie odrębne społeczności. Poglądy Kościoła na Państwo. Dążność Kościoła do opanowania Państwa. Skutki klerykalizacji Państwa.
 
Na odcinku oświatowym toczy kler główną i zasadniczą walkę o opanowanie Polski, walka ta jednak ma głębsze podłoże, obejmuje szerokie dziedziny życia państwowego i dlatego rozpatrywać ją należy na tle stosunku kleru do Państwa. Istnieją dwie odrębne społeczności: Kościół i Państwo. Oto jak ujmuje wzajemną ich zależność na tle encyklik papieskich "Kodeks akcji katolickiej" ks. Guerry:
Bóg podzielił władzę nad rodzajem ludzkim między dwie potęgi: kościelną, przełożoną nad sprawami boskiemi i świecką nad sprawami ludzkiemi (str. 29).
Kościół jest Społecznością wyższą od wszelkiej społeczności ludzkiej (str. l7).
Jak cel, do którego zmierza Kościół jest najszlachetniejszy ze wszystkich, tak i jego władza przewyższa wszystkie inne. Nie może być wskutek tego uważana za niższą od władzy świeckiej, ani jej w niczem podległą (str. 30). Kościół powinien zażywać pełnej i całkowitej wolności i nie podlegać żadnej władzy ludzkiej (str. 34).
Jezus Chrystus króluje w społeczeństwie wtedy, kiedy społeczeństwo przyznaje Kościołowi przywilej, otrzymany od swego Założyciela, społeczności doskonałej, mistrzyni i kierowniczki innych społeczności (str. 56).
Państwo posiada bezpośrednie prawo rządzenia się w sprawach doczesnych (str. 32).W sprawach, które jednocześnie podlegają, chociaż pod różnym względem, sądowi i jurysdykcji obydwu społeczności, ta społeczność, która ma w pieczy rzeczy ziemskie. winna zależeć tak, jak to jest właściwie i odpowiednie, od drugiej, która otrzymała depozyt rzeczy niebiańskich (str. 34) .
Taki jest obecnie zasadniczy pogląd kleru na stosunek Kościoła do Państwa. Pogląd ten kształtuje się przez szereg wieków. Już św. Augustyn rozróżnia "Civitas Dei" i "Civitas Dyaboli" - Państwo Boże i państwo szatana. Już św. Tomasz z Aquinu uznaje, że "papieżowi wszyscy królowie chrześcijańscy winni być posłusznymi, jak samemu Chrystusowi. Kościół to dusza, a Państwo świeckie to ciało; jak dusza rządzi ciałem, tak Kościół Państwem rządzić powinien: Władza królewska - to księżyc, duchowna - słońce. Jak słońce świeci własnem światłem, a księżyc jest tylko odbiciem słonecznego, tak władza królewska jest tylko odblaskiem władzy kościelnej. - Istnieją dwa miecze: świecki i kościelny; jeden musi być dzierżony dla Kościoła, drugi przez Kościół, jeden przez duchowieństwo, drugi przez królów i wojowników, ale według woli i wskazań Kapłana. (J. Ptaśnik: "Kultura wieków średnich").
Takie zdania głosili ojcowie Kościoła i papieże w średniowieczu. Dziś encykliki papieskie ujmują tę sprawę nieco oględniej, niemniej jednak treść zasadnicza pozostaje niezmieniona, wszak:
Kierownicy Państw winni czcić imię Boże, zaliczać do głównych obowiązków popieranie religji, otaczanie jej życzliwością, zabezpieczane jej autorytetem praw opiekuńczych oraz nie czynienie nic, coby było sprzeczne z jej całością (Leon XIII. Immortale dei II.23).Z powyższych poglądów na stosunek Kościoła do Państwa wynika wniosek, że Państwo w oczach kleru jest objektem, który, bez względu na. interes swych obywateli, służyć winien przedewszystkiem celom Kościoła. I tak jest w istocie. We wszystkich państwach i poprzez wszystkie wieki jesteśmy świadkami, jak Kościół usiłuje podporządkować Państwo swoim celom, jak swemi wpływami stara się przeniknąć do wszystkich komórek społecznych i działalność tych komórek nastawić w pożądanym dla siebie kierunku.
Zjawisko to, zależnie od okoliczności, przybiera najrozmaitsze formy. Gdzie Państwo jest silne, a społeczeństwo odporne na wpływy klerykalne, tam i kler redukuje do minimum swe żądania, stara się być dziwnie mało wymagającym, uległym nawet, jedynie powoli, najczęściej ubocznemi drogami, stara się rozszerzyć i gruntować na przyszłość swe wpływy.
Inaczej jest na terenach, opanowanych przez czynniki klerykalne. Tam uroszczenia kleru nie znają granic, rosną jak lawina z dniem każdym, duszą bezwzględnie każdą myśl niezależną i prowadzą Państwo i społeczeństwo do nieuchronnej zguby: Widzimy to na przykładzie Hiszpanji, która wskutek uległości wobec kleru, oraz inkwizycji i walk religijnych stała się odstraszającym przykładem ciemnoty, zacofania i wewnętrznych zamieszek.Widzimy to niestety również i na przykładzie Polski. Dla obrony wiary wielokrotnie krwawiła się Polska na dalekich ziemiach Warny, Mohacza czy Wiednia, zdobywając dla siebie słusznie się jej należący tytuł "przedmurza chrześcijaństwa", dla rozszerzania wiary na sąsiednie ludy sprowadziła za radą kleru do siebie zakon krzyżacki, podporządkowała za Batorego i Wazów swe możliwości wpływów na wschodzie interesom Rzymu, zdusiła u siebie w imię walki z innowierstwem pięknie rozwijającą się myśl państwową wieku XVI-go, oddała w XVII-tym i XVIII-tym wieku niepodzielnie w ręce Jezuitów całe wychowanie narodu, wyniosła na ołtarze, jako głównego swego patrona św. Stanisława, który słusznie uchodzić może za symbol władzy Kościoła nad Państwem. - A rezultat tego wszystkiego? - Niewola stukilkudziesięcioletnia, zagadnienie Prus Wschodnich i wstrzymanie przez wiele lat bytu politycznego i rozwoju kultury narodu.
 
Konkordat a interes państwa polskiego

Treść: Konkordat polski zbiorem przywilejów. Konkordat pruski, a plany rewizjonistyczne Niemiec. Konkordaty korzystne i mniej korzystne. Konkordat polski na tle innych konkordatów.
 
Stosunek Kościoła do Państwa Polskiego reguluje oficjalnie poza Konstytucją konkordat, zawarty w l925 r.
Kler rzymsko-katolicki wmawia uporczywie w bezkrytyczne masy społeczeństwa, że "semper fidelis" Polska cieszy się specjalnemi względami Stolicy Apostolskiej. Gdyby nie było szeregu faktów historycznych, przeczących temu twierdzeniu, gdyby całe postępowanie kleru nie świadczyło o jego obojętności, a nawet nieżyczliwości dla spraw żywotnych Państwa, sam konkordat już mógłby stanowić zupełnie wystarczający przykład owych "specjalnych" względów.
Jest to właściwie zbiór przywilejów, jakie, wyzyskując dogodną dla siebie sytuację, zagwarantował sobie kler w Państwie Polskiem.Czegóż tam niema? - Państwo zapewnia Kościołowi pełną wolność, swobodne wykonywanie władzy duchownej, jurysdykcji, swobodną administrację majątkami, swobodne i niczem niekrępowane - nawet względami państwowemi - znoszenie się Stolicy Apostolskiej i biskupów z duchowieństwem i wiernymi. Mało tego: Państwo zobowiązuje się do udzielania swej, pomocy przy wykonywaniu postanowień i dekretów kościelnych, przyrzeka duchownym szeroko pojętą opiekę prawną, zwalnia ich w znacznej części od podatków, zapewnia duchownym sute uposażenie materjalne it.d. it.d.
I cóż wzamian za to Państwo otrzymuje? Oto to, że w niedzielę i w dzień święta państwowego Trzeciego Maja księża odprawiać będą modlitwę liturgiczną za pomyślność Rzeczpospolitej i jej Prezydenta, że biskupi składać będą przysięgę wierności dla Państwa i kilka podobnych "ustępstw". Jeżeli w konkordacie polskim ujawniła się silnie zaborczość kleru i jego dążenie do uzależnienia Państwa od siebie, to w niektórych konkordatach państw obcych uwydatnia się jeszcze dobitniej szkodzenie interesom polskości. Ciekawe przykłady tego podaje dr. Wilanowski w swej pracy p.t.: "Stosunek Kościoła do Państwa w świetle ostatnich konkordatów".
W konkordacie zawartym z Prusami poszła Stolica Apostolska przy nowem rozgraniczeniu i prowincyj kościelnych i diecezyj rządowi pruskiemu bardzo na rękę (str. l00).
Konkordat w l82l r. stanowił, że diecezja wrocławska i warmińska będą podlegały bezpośrednio Stolicy św. Gdyby i nadal tak pozostać miało, mogło to sprawiać wrażenie, że Prusy Wschodnie (diecezja warmińska), oddzielone tzw. korytarzem, nie stanowią z resztą państwa czegoś organicznie złączonego. Dlatego więc w konkordacie nowym zmienia się to w ten sposób, że biskupstwo wrocławskie zostaje podniesione do godności arcybiskupstwa - metropolji, gdy biskupstwo warmińskie, tracąc swą egzempcję staje się odtąd częścią świeżo utworzonej prowincji kościelnej wrocławskiej. Dzięki temu Prusy Wschodnie, oddzielone od reszty Państwa Polskiego polskim korytarzem zostają pod względem kościelnym ściśle z całością tegoż Państwa złączone. Jest to rzecz całkiem nowa, a pod względem politycznym mająca wprost kolosalne znaczenie (str. 20 i 2l).To już jedna przysługa Państwu Pruskiemu wyświadczona Następnie idąc temuż państwu na rękę w jego dążnościach znacznie już dalej sięgających, bo aż rewizjonistycznych, Stolica Apostolska nie dołączyła, przy nowem rozgraniczeniu diecezyj, pozostałych po stronie niemieckiej skrawków archidjecezji gnieźnieńsko-poznańskiej i diecezji chełmińskiej do archidjecezji wrocławskiej, jakby tego wymagało ustalenie obecnego stanu granic państwowych między Polską a Niemcami, lecz zamiast tego stworzyla z nich całkiem niezależną jednostkę administracyjną, t.zw. praelatura nullius z siedzibą. owego praelatus nullius nad samą granicą polską, bo w Pile (Schneidemuhl). Rozumie się, robione to było nie w tym celu, aby owe skrawki diecezyj, pozostałe po stronie niemieckiej, zachować w stanie nietkniętym, by czekały na chwilę, kiedyby i je także można było dołączyć do Polski, lecz całkiem odwrotnie. Gdy się uwzględni, że już od soboru trydenckiego jest tendencja raczej do znoszenia praelatur nullius, a nie do ich tworzenia, to ów fakt, że w konkordacie pruskim w podanych tu warunkach stworzono w Pile całkiem nową praelaturę nullius, nabiera przez to znaczenia specjalnego. Tak to, będąc sama apolityczną, ustosunkowała się Stolica Apostolska w konkordacie ostatnio z Prusami zawartym do wyraźnie politycznych planów niemieckich (str. l00 i l0l). Ale nietylko w konkordacie pruskim dopatruje się dr. Wilanowski postanowień sprzecznych z interesami Polski. Rozpatrując konkordat litewski, znajduje tam ustępy niekorzystne dla mniejszości polskiej na Litwie, a fakt ten tłumaczy sobie następująco:
Przypuszczać można, że takie właśnie sformułowanie danego artykułu jest ceną, zapłaconą przez Stolicę Apostolską, za pomieszczone w niniejszym konkordacie, trzeba przyznać bardzo duże na rzecz Kościoła, ustępstwa ze strony Państwa Litewskiego (str. 77).
To przypuszczenie dra W. ma wiele cech prawdopodobieństwa. Kościół katolicki wielokrotnie już za cenę interesów Polski zdobywał korzyści dla siebie. Zestawiając poszczególne konkordaty, dochodzi dr. Wilanowski do następujących wniosków:
Porównując między sobą te państwa, jakie ze Stolicą Apostolską układy zawarły, widzimy wśród nich z jednej strony mocarstwa potężne, z drugiej państewka małe i słabe. Jest rzeczą uderzającą, że konkordaty dla Kościoła korzystniejsze zawarły właśnie owe państwa słabsze i mniejsze - wszystko jedno katolickie czy akatolickie, gdy mocarstwa silne zdołały dla siebie wytargować od Kościoła ustępstwa o wiele większe, dając ze swej strony bardzo nawet mało (str. 99).
Istotnie powyższą opinję potwierdza w całej pełni niedawno zawarty konkordat Stolicy Apostolskiej z narodowo-socjalistycznym rządem Hitlera. Jakkolwiek ruch hitlerowski szerzy poglądy niezgodne z nauką religji katolickiej, jakkolwiek pewne publikacje katolickie nie tak dawno jeszcze określały Hitlera jako typowego demagoga, to z chwilą, gdy Hitler przyszedł do władzy, gdy unicestwił zasłużoną dla katolicyzmu partję "centrum", gdy poważną ilość księży zamknął w obozach koncentracyjnych i więzieniach, z tą chwilą Stolica Apostolska uznała za stosowne zawrzeć z Hitlerem konkordat, który w najważniejszych swych postanowieniach mógłby stanowić wzór dla konkordatu polskiego. Obecny konkordat niemiecki uznaje prawa Kościoła jedynie w ramach obowiązujących praw państwowych, a duchowieństwo i zakonników usuwa od udziału w życiu politycznem. Nie apoteozując bynajmniej brutalnych metod polityki Hitlera, stwierdzić wypada, że polityka taka widocznie daleko łatwiej trafia do przekonania Watykanu, niż taktyka "wiernej córy Kościoła", stosowana w odniesieniu do Rzymu przez Państwo Polskie.
Dowodem tego właśnie konkordat polski.
Jest on - zdaniem dra Wilanowskiego: wśród wszystkich układów, jakie po wojnie światowej przez Stolicę Apostolską zawarte zostały, obok litewskiego - najbardziej dla Kościoła korzystny (str. 99) . Konkordat polski należy zaliczyć do tych konkordatów, które Kościół w jego działalności możliwie najmniej krępują, a zostawiają mu maximum swobody (str. 93).
Tak - konkordat polski jest obok litewskiego najwięcej ze wszystkich konkordatów korzystny dla Kościoła, a zarazem najmniej korzystny dla Państwa. Jest to rzeczą zrozumiałą. Zawierało się go przecież wtedy, gdy Polska po odzyskaniu niepodległości zbyt słabą jeszcze była, by mogła się skutecznie bronić przed uroszczeniami kleru. A ten moment wybrał właśnie kler "polski" za najodpowiedniejszy do wyciągnięcia ręki po nowe przywileje.
"Łaski" Rzymu w stosunku do Polski mogą przejawiać się hojnie w postaci coraz to nowych jubileuszów, medalów i błogosławieństw, ale nie przejawią się nigdy w postaci istotnej, bezinteresownej życzliwości dla Państwa. Życzliwość tę zdobyć może Polska jedynie silną i stanowczą polityką wobec kleru, polityką taką, któraby zmusiła kler do podporządkowania się interesom państwowym.

Stosunek kleru do sprawy polskiej w okresie niewoli

Treść: Czy Kościół ratował polskość w okresie niewoli? Działalność germanizacyjna, kleru na Śląsku. Stanowisko Stolicy Apostolskiej wobec dążeń niepodległościowych. Kler polski a ruch niepodległościowy.

Wyjątkowe przywileje, jakiemi cieszy się kler w Polsce niepodległej nasuwają pytanie, czy przywileje owe nie są przypadkiem rekompensatą za pomoc, użyczoną polskości przez kler katolicki w okresie niewoli. Wszak powszechną jest opinja, którą niekiedy powtarzają czynniki nawet nieklerykalne, że jedynie przywiązanie do wiary katolickiej uratowało polskość Górnego Śląska, że przedewszystkiem Kościół katolicki bronił na Śląsku, na Podlasiu czy w Poznańskiem polskości przed wynarodowieniem.Oczywiście nikt nie zaprzeczy, że przywiązanie do pacierza i pieśni religijnej w ojczystym języku było czynnikiem, który w umysłach wielu zlewał wiarę i polskość w jedną nierozerwalną całość, że zamach na pacierz polski był nieraz momentem; który daną jednostkę doprowadzał pośrednio do uświadomienia narodowego, nikt nie zaprzeczy, że niejeden ksiądz w obronie polskości nie zawahał się ponieść znacznych ofiar osobistych. Stwierdzając to wszystko, z drugiej strony jednak stwierdzić trzeba, bo zbyt wiele na to nagromadziło się dowodów, że kler na ziemiach polskich, jako całość wzięty, nie był tym czynnikiem, któryby bronił lud przed wynarodowieniem, a jeżeli bronił, to tam tylko, gdzie, jak np. Podlasiu, rusyfikowanie ludności było równoznaczne z kurczeniem się katolicyzmu.Weźmy jako przykład Śląsk Górny. Leży przede mną mała książeczka, wydana nakładem Spółki Wydawniczej Karola Miarki w Mikołowie w r. l920 p.t.: "l50 lat niewoli pruskiej". Czytamy w niej na stronie ll-tej:
"Urząd biskupi ulegał pod każdym względem rządowi pruskiemu, dawał się używać za narzędzie i przyczyniał się gdzie mógł do germanizowania polskich dzielnic. W r. l787 już samorzutnie napomina proboszczów do pielęgnowania niemczyzny w szkołach. Górny Śląsk miał zostać zniemczony jak najprędzej."
A na stronie 54-tej czytamy:
"Kościół zaprowadził w celach germanizacyjnych na Górnym Śląsku niemieckie nabożeństwa dla dzieci, msze szkolne z niemieckim śpiewem, zastąpił w licznych wypadkach polskie melodje niemieckiemi i dawał tym pieśniom wszędzie pierwszeństwo tak, że pieśni staropolskie coraz więcej się zacierały w pamięci. Księża zakładali związki niemieckie, niemieckie bibljoteki parafjalne, rozpowszechniali niemieckie gazety, czasopisma, a zwalczali polskie, katolickie siostry zakonne zakładały ochronki tylko niemieckie. Księża rozmawiali z dziećmi szkolnemi tylko po niemiecku i posługiwali się w korespondencji z parafjanami tylko językiem niemieckim".W okresie wyborów w l903 r. wydał biskup Kopp list pasterski, w którym pouczał, że język i narodowość są to wprawdzie dobra wielkie, ale nie największe, oraz wzywał ludność do wyrzucenia wszystkich gazet, pisanych w duchu polskim.
W r. l9l9 przed wyborami do konstytuanty pruskiej Polacy na Śląsku postanowili nie brać udziału w wyborach, czem pragnęli udowodnić światu, że Polaków na Śląsku jest dużo i że nie chcą oni należeć do Niemiec. Ponieważ Niemcom, ze zrozumiałych powodów, wobec ogłoszonego bojkotu bardzo zależało na tem, by ludność polska głosowała, rozwinęli oni za udziałem w wyborach żywą agitację. Wspomniana wyżej książeczka tak o tem pisze (str. 88):
Wymieniamy tylko księży, którzy, nadużywając swej powagi, przymuszali Polaków do brania udziału w wyborach. Książę biskup wydał okólnik, w którym powiada, iż obowiązkiem jest każdego katolika iść na wybory, ba wiara jest zagrożona. A niektórzy księża od siebie dodają: "Jeżeli nie pójdziecie na wybory, przyjdziecie do piekła. Jeżeli nie pójdziecie na wybory, to mi nie przychodźcie do spowiedzi, bo wam rozgrzeszenia nie dam". Księża centrowi także przy kolendzie osobiście zobowiązywali rodziny polskie do brania udziału w wyborach. Niektórzy księża prowadzili polskie niewiasty i dziewczyny zwartemi szeregami z kościoła wprost do urny wyborczej.Oczywiście w takich warunkach bojkot nie został ściśle przeprowadzony, wynik wyborów nie dał należytego obrazu polskości kraju, a tem samem osłabił stanowisko Polski i to w chwili, gdy los Śląska rozgrywał się na terenie międzynarodowym.
Charakterystycznym również przykładem, jak kler "bronił" polskości ludu śląskiego, jest historja słynnego miejsca odpustowego Panewnik, położonego niedaleko Katowic. Wspaniały ten klasztor z cudownym obrazem i grotą Matki Boskiej miał zostać wzniesiony w tym celu, by ściągnąć do siebie liczne pielgrzymki pobożnego ludu, które dotąd wędrowały do Częstochowy i narażone tam byly na "polską agitację''. Że klasztor w Panewnikach obsadzono niemieckimi zakonnikami, którzy tam gorliwie specjalną misję germanizatorską pełnili - mówić zbyteczne.
Jak przykrą dla ludu śląskiego musiała być ta działalność germanizacyjna księży, jak paraliżować musiała wysiłki działaczy śląskich, świadczy o tem otwarty "List do górnośląskich księży - germanizatorów" ogłoszony w kwietniu l9l9 r. Oto wyjątek z listu:
"Zwracamy się do Was - kapłani, co uznając prawa Boże, gwałcicie je sromotnie, szydząc z wszelkiej sprawiedliwości, zamiast uszlachetniać serca ludu, powierzonego Waszej opiece, czynicie zeń jakieś stworzenie bez uczucia i serca. O! - Wy grabarze ludu górnośląskiego, Wy, którym matka nuciła nad kolebką piosnki polskie, Wy, co nosicie to imię polskie ku Waszej hańbie, jako zdrajcy i Judasze własnego ludu! - Biada Wam!!! Wy zbrodniczą dłonią synowską burzycie gniazda Waszych ojców."Niewątpliwie za germanizacyjną działalność kleru na Śląsku nie może dzisiejszy kler polski ponosić odpowiedzialności. Działalność ta rozwijała się ściśle pod dyktandem polityki pruskiej, której posłusznym wykonawcą w sprawach kościelnych był przez kilka lat dziesiątek ks. kardynał Kopp. Polityka pruska podporządkowała na Śląsku swym celom wynaradawiającym wszystkie czynniki, jak: przemysł, szkołę, urzędy, - Kościół zharmonizował również z niemi swe dążenia germanizacyjne.
Podczas jednak kiedy ani przemysł, ani szkoła, ani urzędy nie roszczą sobie bynajmniej pretensyj do jakichkolwiek zasług dla polskości w okresie niewoli, to, o ile o Kościele mowa, słyszy się często opinję, że Śląsk Górny Kościołowi głównie zawdzięcza swój polski charakter.
Zapewnienia te brzmią specjalnie fałszywie na tle germanizacyjnej działalności kleru śląskiego.Jeśli dziś na Śląsku rozbrzmiewa język polski, to dzieje się to nie dzięki zasługom kleru, ale mimo jego germanizacyjnych usiłowań, faktem jest bowiem, że tak, jak to dziś czynią księża na Śląsku Opolskim czy w Prusach Wschodnich, tak samo przed wojną kler śląski wytężał wszystkie siły, by ludowi polskość jego odebrać. Faktu tego nie zmieni powoływanie się na działalność niektórych jednostek z pośród kleru, które istotnie w bardzo ciężkich czasach dla ratowania polskości Śląska poważne położyły zasługi. Ale, jak Miarka, chociaż nauczyciel, nie jest przedstawicielem nauczyciela śląskiego swej epoki, tak i jednostki owe, czujące po polsku i pracujące dla polskości, są tylko jaśniejszemi punktami w ponurej masie księży renegatów, pracujących na rzecz niemczyzny.Zresztą jeżeli o księżach Polakach w b. zaborze pruskim mowa, to i o ich działalności przechowały się równie ciekawe historje. Oto poseł X. Jażdżewski w sejmie pruskim w dniu 4.III.l89l r. tak powiada:
Agitację posko-narodową wnieśli na Śląsk Górny z zewnątrz redaktorzy gazet, a ruchu tego politycy polscy nie będą podzielać, przeciwnie, będą się starać o utrzymanie stanu posiadania centrum...
Jeszcze dobitniej wypowiada się X. Stablewski w l894 r. następującemi słowami :
Potępiam propagandę polską na Górnym Śląsku, bo w tej dzielnicy, oddzielonej na podstawie prawno-państwowej przez 5 czy 6 stuleci od Polski; a zatem w czasie, w którym uczucia narodowego w naszem zrozumieniu wogóle nie było, rozbudzanie tego uczucia nie posiada w dobie dzisiejszej żadnego uprawnienia: ("Polska Zachodnia" l6.VIII.l933. art. D-ra F. p. t.: "Konkordat Watykanu z Niemcami a Polska").
Zkolei przejdźmy do "zasług" Kościoła na innych terenach ziem polskich.
Poseł Czapiński w swej mowie sejmowej z dnia 29.X.l920 r. przytacza następujące przykłady:
Polska krwawiąca w l83l r. zrywa się do powstania, zaraz w l832 r. papież rzymski Grzegorz XVI nic pilniejszego nie ma do roboty, jak wystąpić z encykliką do duchowieństwa polskiego, w której to encyklice czytamy: "Słyszeliśmy, że nieszczęście okropne, jakie nawiedziło wasze Królestwo, nie miało innego źródła, jak machinacje kilku krętaczy i agitatorów, którzy pod płaszczykiem religijnym podnieśli głowy przeciwko uświęconej prawem potędze "władcy", to znaczy przeciwko carowi rosyjskiemu.
To samo było przy powstaniu następnem, kiedy pisało się listy do Aleksandra II i w tych listach mówiło się, że nie będzie tych "zamieszek" (bo powstanie uchodziło za "zamieszki" w oczach papieża ówczesnego Piusa IX) - nie będzie tych zamieszek, jeżeli car rosyjski odda naród polski pod kuratelę biskupów i księży: "Wtenczas jego carska mość się przekona - pisze Pius IX do Aleksandra II, że przyczyną stałych zamieszek w Polsce był ucisk sumienia., ucisk religji, ucisk kleru i t. d. (str. ll i l2, Czapiński: "Zamach kleru na państwo").Gdy wstąpił na tron papież Leon XIII, pisze on specjalnie do biskupów polskich encyklikę, która zwraca się do biskupów jednego, potem drugiego, potem trzeciego zaboru i radzi i poleca każdemu z zaborców, ażeby w wierności wytrwały dla swego władcy (str. l2 "Zamach kleru na państwo") .
Te wskazówki i zalecenia papieży nie padły na grunt jałowy. Historja nasza zanotowała fakty odmawiania rozgrzeszenia powstańcom, a także legjonistom, idącym do walki o niepodległość. Postacie księży - patrjotów, jak ks. Brzóski z l863 r. czy ks. biskupa Bandurskiego z czasów legjonowych, nie cieszą się sympatją wśród kleru.
Natomiast dużą powagą i uznaniem cieszy się biskup kielecki ks. Łosiński, o którym jedna z ulotek z czasów wojny takie podaje informacje:
Biskup Łosiński mianowany został biskupem za wdaniem się Rosjan, wbrew życzeniu ludności. Szerzył potem zgorszenie swemi dobremi stosunkami z urzędnikami rosyjskimi. Biskup Łosiński wkraczającym Legjonom odmówił posług religijnych. O Komendancie Piłsudskim szerzył i szerzy niesłychane oszczerstwa, z ambony pomawia go o bandyckie napady i rabunki. Biskup Łosiński do ostatnich czasów zakazywał śpiewać w kościele: "Boże coś Polskę" itd.
Tenże biskup w l9l7 r. z okazji zbliżającej się uroczystości 3 Maja podaje podległemu duchowieństwu treść kazania okolicznościowego p. t.: "O miłości ojczyzny", przyczem zastrzega się, by księża w kazaniu o wojsku i skarbie narodowym nie mówili. ("Z dnia" 24.V.l9l7 r.).Ale nietylko ks. biskup Łosiński zwalczał lub zniekształcał ruch niepodległościowy. Oto, jak podaje Czapiński w swej mowie sejmowej w 4.XI.l920 r., ks. arcybiskup Bilczewski wydał dnia 4 sierpnia l9l4 r. odezwę, w której powiada tak:
- Należy bić się o Austrję, bo żołnierze opuścili domy swe, - a jak słychać opuścili je z ofiarną gotowością i w poczuciu, że sprawiedliwą, jest wojna, podjęta przez katolickie państwa w obronie kultury i chrześcijańskich zasad. Żołnierze nasi spełnią swój obowiązek i zaświadczą zarazem, że umieją być wdzięczni ukochanemu i sprawiedliwemu monarsze za to, że nam pozwolił być Polakami.Ten sam ks. arcybiskup Bilczewski wydał w l9l7 r. list otwarty do księży, w którym poucza kler, że należy zwalczać Ligę Kobiet i nakłaniać żywioły katolickie w całym kraju do odmawiania jej swego poparcia. Celem głównym Ligi Kobiet było, jak wiadomo, szerzenie idei niepodleglościowych, opieka nad legjonistami i ich rodzinami.
Ciekawy fakt podaje także autor artykułu "ln flagranti" w "Gazecie Podlaskiej" z l930 r. w N-rze 24:
Ks. kardynał Kakowski, jako regent, przejawił kiedyś nawet zbyt daleko posuniętą ostrożność. Wielki wiec obywatelski w Warszawie za Rady Regencyjnej wyniósł ongiś rezolucję, aby przemianować ulicę Berga na ulicę Trauguta. Na czele deputacji, jaka zwróciła się do ks. kardynała, był późniejszy minister oświaty, a jeszcze późniejszy premjer, prof. Ponikowski, ale wtedy ks. kardynał kategorycznie odmówił swej zgody na tę zamianę tak, że po dłuższej, burzliwej rozmowie deputacja opuściła niegościnne progi ks. kardynała, nawet nie pożegnawszy go odpowiednio do jego godności.Zabieganie egoistyczne około zwiększenia swych wpływów nawet kosztem interesów polskich, nawoływanie do wierności wobec zaborców, przypominanie, że wszelka władza pochodzi od Boga i szanować ją należy, rezerwa, a często paraliżowanie prądów wolnościowych - oto naczelne zasady, jakiemi kierowali się dostojnicy Kościoła w swych poczynaniach. Niższy kler ulegał tym prądom. Mając ugruntowane przez wieki wpływy w społeczeństwie mógłby był wiele, gdyby chciał, zdziałać dla sprawy polskiej w czasach niewoli. Nie zrobił tego, bo niestety - z małemi wyjątkami - wolał gromadzić majątki, utrzymywać masy w ciemnocie i wstecznictwie, zaprawiać je do bezmyślnej bigoterji, drżąc równocześnie przed każdym powiewem wolności czy nowoczesnej myśli.
To też nic dziwnego, że działalność kleru spotkała się z należytą oceną ze strony naszych wieszczów. "Lud nie powinien ufać wysokim dostojnikom Kościoła" - poucza Mickiewicz w "Trybunie ludów", a Słowacki w "Beniowskim" woła: "Polsko - Twa zguba w Rzymie".
 
 
Stosunek kleru do państwa polskiego po odzyskaniu niepodległości

Treść: Kler, a święta państwowe. Dwie opinje biskupów. Kler polski a Państwie. Kler, a zarządzenia władz państwowych. Kler, a sądy państwowe. Kler, a popieranie przemysłu krajowego. Państwo i przyjaciele kleru. Księża - germanizatorzy. Kler, a zagadnienia kresów zachodnich. Kler, a kresów wschodnich. Kler, a interes Państwa.
 
"Wszelka władza pochodzi od Boga i szanować ją należy". Zdawałoby się, że maksyma owa, tak niebezpieczna w okresie niewoli; po odzyskaniu niepodległości może oddać Państwu Polskiemu pewne usługi. Jeżeli bowiem w myśl tej zasady przed rokiem l9l8-tym kler starał się urabiać naród polski na wiernych poddanych państw zaborczych, to teraz - w myśl tej samej zasady - należałoby przypuszczać, że będzie co najmniej z równym, a może i z większym zapałem pracował na rzecz Państwa Polskiego, będzie starał się obudzić w masach szerokich poszanowanie własnego rządu, własnego prawa, własnych urządzeń państwowych.
Takby się zdawało. - A jednak rzeczywistość przeczy temu. Większość kleru spotyka się nie tam, gdzie się Państwo buduje, ale tam, gdzie się temu Państwu rzuca kłody pod nogi. Niejednokrotnie społeczeństwo jest świadkiem różnych złośliwostek, mających na celu obniżenie autorytetu Państwa lub autorytetu jego zwierzchników.Przed niedawnym czasem opinja publiczna poruszona została wiadomością, że biskup Łukomski z Łomżyńskiego zabronił odprawienia nabożeństw z okazji imienin Pana Prezydenta Rzeczypospolitej. Za czasów zaborczych nie słyszało się o tem, by który biskup ośmielił się odmówić odprawienia nabożeń-stwa galowego; za polskich czasów odmowy nabożeństw w dniach uroczystych dla Państwa są zjawiskiem niemal codziennem.
A kiedy kler z jednej strony dość często odmawia urządzenia nabożeństwa w dniu imienin Prezydenta Państwa lub Marszałka Piłsudskiego, kiedy pisma klerykalne pozwalają sobie na ten temat na różne niepoczytalne wycieczki, to z drugiej strony, z zapałem urządza się w całym kraju szumne i coraz to okazalsze akademje papieskie, obchody jubileuszowe i t.p. uroczystości.I kiedy z jednej strony odmówienie nabożeństwa w dniu l9 marca, czy ll-go listopada godzi kler cudownie ze swem poczuciem lojalności państwowej, to z drugiej strony, o ile chodzi o uroczystości klerykalne, słyszy się pod adresem dostojników państwowych niesłychane wprost uroszczenia. Oto "Goniec Śląski" z dnia 4.I.l926 r. oburza się, że na ingresie śląskiego biskupa w Katowicach nie zjawił się Prezydent Rzeczypospolitej osobiście, lecz wysłał na ingres jako swego przedstawiciela ministra sprawiedliwości.
Charakterystycznym wielce przykładem dzisiejszego ustosunkowania się kleru do ludzi zasłużonych w Państwie jest list pasterski ks. biskupa Łozińskiego z Pińska, skierowany do tamtejszego korpusu oficerskiego. O liście tym pisze "Gazeta Podlaska" :
Trzeba sobie przeczytać kilka razy list ks. biskupa do oficerów garnizonu pińskiego, trzeba go dobrze rozgryźć, aby dojść do ukrytego celu, wśród miodopłynnych słów zawartego. Gdyby w szkole uczono, jak to napisać pismo pełne nienawiści w formie listu, pełnego miłości chrześcijańskiej - to, doprawdy, list ten mógłby być uważany za wzór.
Istotnie list ten jedynie przytoczony w całości, mógłby oddać całą głębię nienawiści, obłudy i perfidji, z jaką kler do spraw drogich sercu Polaka potrafi się odnosić. Z braku miejsca przytaczam tylko niektóre myśli, dotyczące Marszałka Polski Józefa Piłsudskiego:
Marszałek Piłsudski jest człowiekiem, na którym leży odpowiedzialność ogromna i który ma przed sobą bardzo wielkie trudności do pokonania.
Pierwszem życzeniem naszem i pierwszą modlitwą za niego powinno być, aby nie zapominał, że główny i najważniejszy obowiązek jego jest ten sam, co każdego człowieka: zbawić swą duszę, bo P. Jezus powiedzial, jaką korzyść mieć będzie człowiek, jeśliby cały świat pozyskal, a na duszy swej szkodę poniósł (Mat. l62 b.). Życzcie mu też i módlcie się, aby wszystko dla Boga robił, o grzechach popełnionych nie zapomniał, ale za nie pokutował i żeby nie ulegał tak łatwym w jego pozycji pokusom próżności i zarozumiałości, które najmiększego człowieka czynią małym i w zarodku niszczą wszelką zasługę i tak łatwo nadają postępowaniu naszemu kierunek zgubny.
Życzcie mu i proście Boga, aby trwała w nim i oczyszczała się wciąż miłość prawdziwa dla Polski, aby w każdem swem zarządzeniu i posunięciu jej dobro rzeczywiste miał na celu, żeby pamiętał, iż można jej slużyć tylko takiemi środkami, jakie katechizm, nasz zwykły katechizm nazywa uczciwemi i honorowemi; żeby też umiał wszystkich do pracy dla Ojczyzny pociągnąć i jednoczyć, nie zaś przez swój charakter i metodę rozbijać siły narodu.
Zausznik Watykanu, prawiący w pobożnych słowach obłudne kazanie na temat miłości Ojczyzny pod adresem Marszałka Piłsudskiego - to pełen wyrazu obraz polityki kleru wobec Państwa Polskiego. Na taką rzecz jedynie w Polsce biskup ważyć się ośmielił.List pasterski ks. biskupa Łozińskiego mimowoli przypomina list inny: księdza arcybiskupa Teodorowicza z 2 maja l93l r., w którym to liście ks. arcybiskup sławi jako bohatera narodowego Wojciecha Korfantego.
Dwa listy biskupie - dwie opinje - pełne entuzjazmu pismo pod adresem Korfantego i inne pismo, pełne jadu nienawiści dla Budowniczego Polski Marszałka Józefa Piłsudskiego. Jakże pisma te charakteryzują dosadnie kler polski!
Przed kilkunastu miesiącami ukazał się list pasterski ks. kardynała i prymasa Hlonda p. t.: "O chrześcijańskie zasady życia państwowego". Czytamy w nim takie zdania:
Państwo jest dla obywateli, a nie obywatele dla Państwa. Nie można z prawem przyrodzonem pogodzić pewnych współczesnych dążeń do zupełnego podporządkowania obywateli celom państwowym, do wyznaczenia obywatelom jakiejś służebnej roli i do rozciągnięcia zwierzchnictwa państwowego na wszystkie dziedziny życia. Poglądu, aby młode pokolenia należały do Państwa całkowicie i bez wyjątku, od pierwszych lat aż do ostatnich, katolik nie może pogodzić z przyrodnem prawem rodziny.
Taką opinję o Państwie głosi najwyższy zwierzchnik Kościoła w Polsce. A opinja ta, o ile o kler chodzi, nie jest odosobniona. Z. Stanisław Adamski; biskup śląski, tak poucza, ("Szkoła wyznaniowa czy mieszana". str. 36):
Państwo nie jest naszym panem, którego my jesteśmy niewolnikami, ale ono jest stworzone na to; żeby nam pomagać, ułatwiać zadania wychowawcze.Logicznie w myśl tych poglądów ustosunkowuje się kler do różnych aktualnych spraw państwowych. Żywo tkwią nam w pamięci te listy biskupie, te rozliczne artykuły, odczyty, wyklinania i t. p., jakie publikowano w związku z projektem prawa małżeńskiego. Ileż tam czytało się pogróżek i podburzań przeciw własnemu Państwu. Ks. prymas Hlond pisze:
Już z okazji ostatniego święta papieskiego napiętnowałem niesłychany projekt ustawy o małżeństwie, jako zamach, jako zuchwałą próbę wydania rodziny polskiej na bezeceństwa bolszewizmu. Komisja kodyfikacyjna ośmieliła się jednak zlekceważyć i t. d.
Podobne podburzania słyszy się i przy innych sposobnościach. P. Halina K. w sprawozdaniu z uroczystości 500-lecia na Jasnej Górze (Prosta Droga l5.XII.l932 r.) wspomina między innemi, co następuje:
Pierwszego dnia, jeśli się nie mylę, wygłosił kazanie ks. Rostworowski. Kazanie to zrobiło na nas przykre wrażenie. Były w niem liczne uderzenia w Państwo, w Rząd, w Komisję Kodyfikacyjną za projekt nowego prawa małżeńskiego. Była też bardzo smutna ocena dzisiejszych ciężkich czasów, co sprawiło, że widziałam, jak po męskich, twardych twarzach pociekły łzy. Wszystko to było bardzo przygnębiające.W piśmie "Drwęca" z ll.III.l930 r. czytamy:
"Władza duchowna zaprotestowała, lecz jak dotąd bezskutecznie. Nadchodzi więc moment, aby społeczeństwo, popierając stanowisko władz duchownych, zareagowało na tę samowolną zmianę, ignorującą protest władzy kościelnej! Niech czynniki miarodajne pamiętają, że nie można nadużywać cierpliwości katolickiej, bo i ona może się skończyć."
"Głos Nauczycielski" z l925 r. zamieszcza fakt następujący: Pewnej niedzieli z ambony lecą te słowa: Wojewoda to jeden wół, starosta drugi, który z nich kichnie - rada gminna podatki nakłada, a my t. j. ja i wy kmiotkowie musimy płacić, czy słusznie czy niesłusznie.
A w "Naszym Misjonarzu" z czerwca l929 r. czytamy na str.l67 co następuje:
"Rząd nasz nie pozwala na rewindykację 700 świątyń, pozostających bezprawnie w posiadaniu duchowieństwa prawosławnego... Działaczkom katolickim nie pozwala się na założenie ochronki katolickiej. Doprawdy nasuwa się pytanie, czy jesteśmy u siebie w Polsce, czy też w bolszewickiej Rosji i to z własnej winy".Pismo "Rozwój" z 30.IV.l939 r. zamieszcza artykuł p. t.: "Konkordat a życie". Artykuł rozpoczyna się zdaniem: "Katolicka Ag. Pras. (26.III.30) podaje takie wiadomości". Zakońzenie artykułu brzmi następująco:
Podobne postępowanie władz polskich w Polsce (urzędowo) katolickiej jest naigrawaniem się z Boga; historja uczy, że następstwem tego jest surowa kara Boska (wziąć choćby Polskę w końcu XVIII w).
Polska apostazyująca, masonizująca, kokietująca sekciarzy - jest potworem, od którego ze wstrętem odwróciliby się bohaterzy tacy, jak XX.: Kordecki, Skarga, Birkowski, świeccy; Sobieski, Koniecpolski, Jabłonowski i legjon innych.Jak wygląda respektowanie zarządzeń władz państwowych przez kler w Polsce, charakteryzuje znamienny proces, który odbył się niedawno w Łomży.
"Przegląd Łomżyński" w artykule p.t.: "Prawo nie obowiązuje biskupa łomżyńskiego" zarzucił ks. biskupowi Łukomskiemu, że "tworzy samozwańcze komitety parafjalne", "poucza, jak mają kwestować bez pozwolenia władz", "daje zły przykład" i t.p. Obrażony ks. biskup zaskarżył redaktora gazety o zniewagę i proces przegrał. Sąd uniewinnił oskarżonego a rozprawa sądowa wykazała fakty następujące:
W l93l r. biskup Łukomski zamiast poprzeć działalność Powiatowego Komitetu dla Niesienia Pomocy Bezrobotnym utworzył konkurencyjny Komitet Biskupi, który rozbijając akcję ogólną, urządzał zbiórki publiczne bez pozwolenia władz państwowych i załatwienia potrzebnych w tym przypadku formalności. Oczywiście starostwo i policja musiały interweniować w tej sprawie.Niejako w odpowiedzi na te interwencje ks. biskup zamieścił w jednym ze swych listów pasterskich następujące zwroty:
W ubiegłej zimie, na terenach diecezji łomżyńskiej, akcja dobroczynna komitetów parafjalnychh, mimo różnych przeszkód była bardzo poważna. Ponieważ jednak w ub. roku osoby kwestujące po domach w niektórych powiatach spotkały się z przykrościami, księża proboszczowie wyznaczą w poszczególnych miejscowościach osoby zaufane i zachęcą parafjan do składania swych ofiar u tych osób na probostwie. Drodzy Księża i drodzy Diecezjanie, nie oszczędzajcie trudu i nie zrażajcie się trudnościami, na które napotkacie. Bądźcie na nie przygotowani, bo im wznioślejszy jest czyn, te większe szatan stawia mu przeszkody.
Zdania powyższe, jako wymierzone w działalność władz państwowych, znalazły odpowiednie naświetlenie w "Przeglądzie Łomżyńskim" i wywołały pośrednio proces.Nie proces jednak jest najważniejszym momentem tej sprawy. Istotny moment - to fakt, że biskup w Polsce tworzy komitety, które utrudniają analogiczną akcję władz państwowych, że inicjuje zbiórki publiczne, ignorując przytem obowiązujące przepisy prawne, że wreszcie wskazuje drogi, jak diecezjanie mają omijać zarządzenia władza państwowych. Adwokat oskarżyciela twierdził w czasie procesu, że "autorytet biskupa jest tak wysoki, że nie obowiązuje go składanie sprawozdań władzom państwowym z działalności Komitetu Biskupiego." (Przegląd Łomżyński). Takie interpretowanie autorytetu biskupiego przez rzecznika tegoż biskupa, jest bardzo charakterystyczne dla naświetlenia kwestji: kler, a obowiązujące przepisy państwowe.
Nawet sądów państwowych nie szczędzą ataki kleru. Oto dokument z tej dziedziny:
Kurja Biskupia
0 28/26
Katowice, dnia 8 stycznia l926 r.
W-ny Adwokat Dr. Pałka
Pszczyna
W odpowiedzi na list z dnia 6.I.l926 r. w sprawie Krz... c/a P... donoszę, że Sąd Kościelny uważa prawomocny wyrok w danej sprawie, wydany przez Sąd Okręgowy w Katowicach (8.P.66/35) za wyrok mylny i bez znaczenia w sprawie Kurji Biskupiej przeciwko p. J.K...
Oficjał
w z. Ks. Jarczyk
Specjalne ustawy zabraniają krytykowania wyroków sądowych, kler jednak w Polsce uzurpuje sobie jakąś władzę ponadsądową, ogłaszając oficjalnie wyrok sądu państwowego za mylny i bez znaczenia.Jak kler popiera przemysł krajowy, niech ilustruje to następująca notatka, zaczerpnięta z "Posłańca Serca, Jezusowego" (marzec l930) :
"Dla rodzin poświęcających się Sercu Jezusowemu posiadamy w niewielkiej ilości obrazy Serca, Jezusowego. Ponieważ te obrazy sprowadzane są z zagranicy, wskutek tego cena jednego egzemplarza wynosić będzie 2 zł. 30 gr. Zamawiać prosimy: Wydawnictwo XX Jezuitów, Kraków, ul. Kopernika 26."
Nic dziwnego, że następstwem tego rodzaju stosunków jest skandal, jaki zaszedł w marcu l932 r. w Krakowie, gdzie zebranie Chrześcijańskiej Demokracji rzęsiście oklaskiwało mowę niemieckiego senatora Panta, znanego na Śląsku ze swej wrogiej Polakom działalności. Treść mowy według informacji "Polski Zachodniej" z 24.III.l932 r. była następująca: "Katolicy często się różnią w poglądach na zagadnienia polityczne. Ale muszą znaleźć wspólny język. Przedewszystkiem muszą się katolicy przeciwstawić błędnym poglądom na Państwo. Dziś widzi się niemal ubóstwianie Państwa. A jednak Państwo nie może być najwyższą instytucją prawną i etyczną. Państwo nie jest najwyższem dobrem."
Taki obraz, jak z jednej strony Pant, przywódca niemieckiej partji na Śląsku, z drugiej ideowi przyjaciele kleru i ich w sercu Polski narady nad wspólnem przeciwstawieniem się "błędnym poglądom na Państwo" - to nawet na nasze stosunki, obraz niezwykle przykry i ponury.Oto przykłady: X. Z. w R. S. na Śląsku, znany ogólnie germanizator, wyzyskuje każdą spoobność, by zachwiać wśród swych parafjan autorytet Państwa. Na jednem z kazań wyraża się, że królowie polscy to byli wielkie "chachary" (obelżywe słowo w gwarze śląskiej), kiedyindziej mówi, że w Polsce dzieje się wszystko po masońsku. Upośledza parafjan polskich, protegując na każdym kroku organizacje niemieckie, utrudniając rozwój organizacjom polskim, urządzając nabożeństwa niemieckie z większą okazałością i w dogodniejszych porach. Pewna kobieta zeznała o nim, że namawiał ją przy spowiedzi, by dwu swoich synów w wieku poborowym wysłała do Niemiec i w ten sposób uchroniła ich od służby wojskowej w armi polskiej. O działalności ks. Z. zostały jeszcze w l925 r. poinformowane przez ludność miejscową władze kościelne do ks. prymasa włącznie, jednak ks. Z. dotąd sprawuje urząd i dotąd rozwija swą germanizacyjną działalność.Inny przykład: Y. S. w O. nadgranicznej miejscowości Śląska projektuje sprowadzenie misjonarza z terenu Niemiec dla odprawienia misyj w swej parafji. Misjonarz ten z pogardą i nienawiścią wyraża się o wszystkiem, co polskie. X. S. informuje z ambony, że święto 3 Maja to jest święto tylko dla parafjan polskich.
Inny przykład: X. Dr. w K. żegna polską młodzież poborową niemieckiem kazaniem i nabożeństwem. W dniu 3-go Maja wygłasza kazanie, poświęcone wyłącznie Matce Boskiej, a kazanie to kończy słowami: "Co więcej to nas nic nie obchodzi". Wystawia komitetowi rachunek za nabożeństwo, odprawione w dniu święta wolności. Na jednem z kazań mówi: "Gdyby Polska była katolicka, a nie masońsko-żydowska, odzyskaliby Niemcy to, co im się należy, a Litwini również".
Inny przykład: Ojciec K. na kazaniach rekolekcyjnych w K. głosi takie nauki:
W czasie inwazji bolszewickiej była taka bieda w kraju, że buta nie można było kupić. Prezydenta - głowy Państwa nie było, wojska prawie nie było, dowódców nie było i wojsko ich nie miało. Jednak stał się cud nad Wisłą, który sprawił X. Skorupka.
Na naczelnych stanowiskach w Państwie nie mamy katolików, a mamy heretyków. Ty się kłaniasz i drżysz przed inspektorem, dyrektorem, a przecież to ten sam człowiek, tylko, że ma gwiazdkę. A czemu przed P. Bogiem nie drżycie? Bo wam P. Bóg nie daje pieniędzy. Urzędnicy chcieliby dużo pieniędzy brać, a nic nie robić. Inteligencja polska - to zgnilizna, czyta książki treści pornograficznej i bolszewickiej, a nie religijnej. ("Ognisko Nauczycielskie" luty l93l r.).
Podobnych przykładów nielojalności państwowej, która nieraz ze zdradą interesów Państwa graniczy, możnaby więcej wyliczyć Wszystko to pod opieką konkordatu uchodzi latami całemi bezkarnie.Stosunek kleru do naszych zagadnień kresowych jest b. znamienny. Na zachodzie kler, nawet polski, stanowi bardzo poważne oparcie dla niemczyzny. Charakteryzuje to korespondeneja "Polski Zachodniej" z dnia 29.IV.l932 r. w artykule p. t.: "Tam (to jest na Śląsku Opolskim) kler okrutną macochą wobec Polaków, tutaj czułą, forytującą. opiekunką Niemców".
Musimy kategorycznie stwierdzić, że w parafjach naszych w Województwie w sposób wprost uderzający forytuje się ruch niemiecki.
Jako przykład wskażemy na znamienne objawy na terenie parafji kościoła N. M. P. w Katowicach, gdzie proboszczem jest ksiądz Polak, odznaczony nawet złotym krzyżem za poprzednie zasługi narodowe. Zobaczymy teraz, czyje to życie "kulturalne" rozwija się pod opieką wspommanego urzędu parafjalnego. Oto na murach zabudowań tego kościoła figurują w ostatnich czasach niemal wyłącznie plakaty niemieckie, reklamujące coraz to. inną imprezę jakiegoś "Katholische Verein'nu" odbywającą się w domu parafjalnym. Te afisze niemieckie, bogate, rzuca,jące się w oczy, panują tam niepodzielnie. Gdy zaś jakaś organizacja polska urządza tam zresztą dziwnie rzadko - jakąś imprezę, to jej ubożuchnego ogłoszenia trzeba szukać dopiero na sąsiednim - płocie.Polskie organizacje, znajdujące jeszcze przytułek w domu parafjalnym, są widoczme już tak onieśmielone forytowaną ofensywą niemiecką, że boją się nawet korzystać z tego samego miejsca, gdzie królują plakaty niemieckie i umieszczają wstydliwie swoje plakaty na płocie.
Jak mało mogą liczyć na poparcie ze strony kleru polskie czynniki społeczne, świadczy o tem fakt następujący: Prezes Koła Związku Obrony Kresów Zachodnich oraz prezes Oddziału Związku Strzeleckiego w R. wysłali do miejscowego probo-szcza zaproszenie tej treści:
Celem urządzenia obchodu uroczystości "Niepodległości Państwa Polskiego" oraz "miesiąca Śląska" odbędzie się w niedzielę 25 b. m. o godz. l6 w lokalu (Czytelni Ludowej organizacyjne zebranie Komitetu tego obchodu, na które Wielb. Ks. Proboszcza jako członka mamy zaszczy t. uprzejmie zaprosić. Za Komitet przygotowawczy: (Podpisy)
Odpowiedź na to zaproszenie brzmiała: Odręcznie z powrotem do Koła Z. O. K. Z. w R. z uprzejmą uwagą, że ze względów duszpasterskich w żadnych imprezach ZOKZ udziału brać nie mogę. X. S. proboszcz.
Tak więc "obowiązki duszpasterskie" nie pozwalają ks. S. brać udziału w żadnych imprezach Z. O. K. Z.Istnieje uzasadniona obawa, że i w przyszłości "obowiązki duszpasterskie" przeszkadzać będą klerowi w pracy kresowej. Według rewelacyjnych informacyj "Polski Zachodniej", duch,. jaki panuje w Śląskiem Seminarium Duchownem w Krakowie nie pozwala wiele budować na polskości jego wychowanków. Niektórzy z nich korzystają nawet ze stypendjów Volksbundu zaciągając już dziś dług wdzięczności wobec tej niemieckiej organizacji. Jaka będzie w przyszłości ich praca, dla Śląska łatwo przewidzieć.
Tak jest na kresach zachodnich.
Jeszcze bardziej niepokojąco przedstawiają się sprawy na wschodzie. Pomijając już kwestje polsko-ukraińskie i rolę, jaką w nich odgrywa kler grecko-katolicki, na szczególną uwagę zasługuje sprawa t. zw. obrządku wschodniego czyli bizantyjskiego. Obrządek ten o języku liturgicznym rosyjskim, ma za zadanie stworzenie z naszych kresów wschodnich pomostu do Rosji prawosławnej. Dla interesów Państwa Polskiego przedstawia obrządek ten duże niebezpieczeństwo, ponieważ, w imię dobra religji, rusyfikuje nasze kresy wschodnie i zbliża je do Rosji.
Ale wzgląd na interes Państwa nie odgrywa w polityce Kościoła żadnej roli, owszem, z punktu widzenia kleru pożądaną jest rzeczą podporządkowanie interesów Państwa polityce Kościoła.Objaśnia to szczerze X. Jan Urban w "Przeglądzie Powszechnym" z listopada l929 r., gdy pisze:
Należy patrzeć na tę sprawę śmiałem okiem nadprzyrodzonej wiary i dać pierwszeństwo interesom Bożyrn przed małostkowem pojmowaniem interesów doczesnych. Utyskujemy na brak programów w naszem życiu politycznem, na brak przewodniej myśli, śmiałego czynu. Zwłaszcza powtarzamy, że na kresach wschodnich żyjemy z dnia na dzień, na nic stanowczego nie umiejąc się zdecydować. Czy nie byłoby taką godną Polski przewodnią ideą, taką śmiałą myślą - wytknięcie sobie za zadanie pozyskanie prawosławia do jedności kościelnej?
Poparcie życzliwe poczynań Kościoła względem naszych prawosławnych współobywateli staje się jednym z ważnych obowiązków katolickiego społeczeństwa i opinji publicznej. Warto, aby o tem więcej myślano, mówiono i pisano. Prawda, że tyle innych wielkich zagadnień czeka w Polsce na rozwiązanie, ale może dobrze będzie pamiętać na słowa: "Szukajcie naprzód Królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a reszta będzie wam przydana".
Takie to zbawienne nauki w związku z rozważaniami na temat akcji "pro Russia" daje społeczeństwu X. Jan Urban. Tłumacząc je na język potoczny, winniśmy według recepty X. Urbana rusyfikować wraz z klerem nasze kresy wschodnie; a przyszłość Polski sama się tam stworzy.Tak więc, czy weźmiemy pod uwagę głoszone przez kler ogólne poglądy na Państwo, czy na konkretnych przykładach rozpatrzymy jego ustosunkowanie się do spraw żywotnych narodu - tak w okresie niewoli, jak i w czasach niepodległości - zawsze i wszędzie dojdziemy do jednego wniosku. Na ziemiach polskich żyje kilkanaście tysięcy przedstawicieli hierarchji kościelnej. Ludzie ci, w olbrzymiej swej większości, wyszli z narodu polskiego i mienią się być Polakami. Działalnością swą jednak jako całość należą do Państwa innego, do Państwa Watykańskiego. Wyjątki wśród nich istnieją, ale tylko wyjątki. Tam, gdzie trzeba wybierać między interesem Polski, a interesem Rzymu, prawdziwy ksiądz przestaje być Polakiem.
Stwierdza to -również ks. Torkowski w swej broszurze p. t. "Czy zrywać z Rzymem", gdy pisze:
Ubliżeniem byłoby nawet przypuścić, że kler nasz i wogóle nasi katolicy bezkrytycznie pójdą za władzą świecką. Przecież może ona pobłądzić i na manowce poprowadzić cały naród... Tego "buntem" nazywać nie wolno. Wszelka władza pochodzi od Boga, to pewne, ale gdy nie spełnia swoich obowiązków, musi być do porządku przywołana. "Dwóm bogom służyć nie można - mówi Pismo Święte".
 
 
Wyzyskiwanie uczuć patrjotycznych dla celów klerykalnych

Treść: Polak, a katolik - to jedno. Przyszłość Polski w katolicyzmie. Czyn katolickiego Polaka. Fałszowanie historji. Cud nad Wisłą.
 
Skądże się zatem biorą owe legendarne historje o zasługach, jakie Kościół katolicki dla sprawy polskiej położył?
Zródłem tych legend jest przedewszystkiem fałszowanie historji, tendencyjne pomijanie milczeniem pewnych faktów, a uwypuklanie nadmierne innych i nastawienie całej historji naszej, głoszonej masom, nie pod kątem objektywnej prawdy,. ale pod kątem zasady: Posłannictwem dziejowem Polski jest: służyć katolicyzmowi. Rzadko kiedy dochodzą do wiadomości szerokich mas takie fakty, jak obłożenie klątwą kościelną ustawy państwowej z l577 r., jak klątwa rzucona na Kazimierza Wielkiego przez biskupa Bodzantę, jak tumulty religijne, burzenie zborów, palenie czarownic i t. p. W tysiącach natomiast egzemplarzy rozrzuca się za pośrednictwem zakrystyj różne broszurki, które, o ile wogóle o Polsce mówią, to szerzą takie "prawdy historyczne":
Złote czasy dla wiary katolickiej były także równocześnie złotemi czasami i dla Polski samej. Przeciwnie, upadek w wierze był upadkiem siły, potęgi i ducha polskiego. Ktoby temu przeczył, ten kłamałby świadomie, albo pokazałby dosadnie, że nie zna kart historji naszej Polski. (Ks. Bisztyga T. J. "Trzymaj się wiary katolickiej". - Głosy katolickie Nr. 357).A wnioski wysnute z tego rodzaju "historji" są równie "prawdziwe", jak i przesłanki. Dążą one do wykazania, że Polak, a katolik - to jedno, że Polska może być tylko katolicka, albo jej nie będzie zupełnie. Oto zdania, wyjęte z wyżej przytoczonej broszurki:
"Rozgrzane wiarą i wychowane w wierze katolickiej serce polskie czerpie swe natchnienie i pobudki do najszlachetniejszych przedsięwzięć i czynów, jakiemi zajaśniały dzieje polskie. W tem, że Polska cała żyła po katolicku, że się trzymała Rzymu i Stolicy rzymskiej, że gotowa była zawsze stanąć w jej obronie, nie czuje swego poniżenia, swej hańby, swej niewoli, jak to śmią twierdzić dzisiejsi zaprzańcy wiary katolickiej. Wiara i to rzymsko-katolicka była dla narodu polskiego jego chlubą i chwałą, zaszczytem i błogosławieństwem.
Serce polskie i katolickie zrosło się tak w jedno serce, że kto w Polsce był Polakiem, był tem samem i katolikiem i naodwrót, kto mówił, że jest katolikiem, mówił równocześnie, że jest Polakiem. Polak i katolik, choć dwa różne słowa, miały zawsze jedno i to samo znaczenie."Podobne zdania wygłasza ks. L. Mirek w "Miesięczniku katechetycznym i Wychowawczym" z marca, l93l r. Wiedział bowiem od największych i najsławniejszych przewodników duchowych narodu polskiego, że Polska ma od Boga nadaną. misję wielką: być warownią wiary i prawa Bożego, a religja katolicka zrosła się z imieniem Polaka tak, że być Polakiem znaczy zwyczajnie to samo, co być katolikiem. Nie może więc być Polakiem w pełnem i najlepszem tego słowa znaczeniu, kto nie jest równocześnie dobrym katolikiem.
Jaki cel ma utożsamianie katolicyzmu z polskością? Pomijając już fałsz i obłudę w tem zawartą, trudno się łudzić, by w ten sposób kościół miał kiedykolwiek zamiar pomóc bezinteresownie swemi wpływami sprawie polskiej. Nie - cel jest inny; chodzi o to, by tą drogą umocnić wpływy kleru w Polsce, by wyzyskiwać dla sprawy kleru nawet te siły społeczne, które w razie jasnego wyodrębnienia pojęć: Polak i katolik, nie poszłyby na, służbę Rzymu. Kler w Polsce to dobrze rozumie, że gdyby zrzucił z siebie maskę polskości i gdyby tumanionym dotąd przez siebie owieczkom jasno i otwarcie, bez osłonek patrjotyzmu, wytłumaczył swe rzymskie cele, przerzedziłyby się rychło te liczne rzesze, które dziś z hasłem na ustach: "Bóg i Ojczyzna" bezkrytycznie, a w dobrej wierze klerowi służą.Światła prawdy historycznej obawia się więc kler i wszelkiemi sposobami, przekręca,jąc i tuszując najoczywistsze fakty, usiłuje wmówić w społeczeństwo, że Polska wszystko katolicyzmowi zawdzięcza i bez katolicyzmu zginąć musi. X Bisztyga tak o tem pisze: "My obecnie stoimy u kolebki odrodzonej i nowej Polski. Chcąc, by ta Polska nowa stała, kwitła i rozwijała się z pokolenia w pokolenie, musimy ją oprzeć o granitowy .fundament, a takim fundamentem jest tylko wiara święta i katolicka. Koło tych dwu ołtarzy, jakim jest wiara i ojczyzna, ma się skupić całe życie nasze. Wrara ma przeniknąć wszystko i wszystkich w Polsce. Z wiary świętej niech płyną wszystkie czyny nasze. Każde niedowiarstwo, każde sekciarstwo - to miecz wbity w samo serce Polski. Zginie wiara w narodzie, to zginie i ojczyzna nasza.  A ks. Mateusz Jeż w "Naszym Misjonarzu" z maja l930 r. tak woła:
O Polsko nawpół wskrzeszona! 
Zerwij do reszty swe pęta, 
Zgniliznę zrzuć z swego łona, 
Bądź katolicka i święta.
O Polsko nawpół wskrzeszona! 
Piotrowej trzymaj się skały, 
A będziesz z nią ocalona,
Twój byt będzie wiecznotrwały!
Ks. A. Szlagowski w "Przeglądzie Powszechnym" z marca l929 r. mówi:
Bóg wskrzesił Polskę i Bóg ocalił Polskę, a ocalił ją dlatego, aby w Polsce ocalonej katolicki Kościół ocalał. Polska zmartwychwstała, aby stać się znowu przedmurzem chrześcijaństwa. Polska wróciła do swego posłannictwa dziejowego, rozpoczęła swą służbę dla Kościoła. Niech rośnie,. niech się rozwija, a niech pamięta, że w Kościele katolickim i świętej wierze spoczywa jej posłannictwo dziejowe, jej potęga, jej chwała, jej przyszłość.
"Pielgrzym" z 2l. I. l930 r. tak kończy jeden z artykułów: 
Pamiętajmy bowiem, że Polska wytrzyma napór wroga i będzie wielką i silną, o ile będzie katolicką.Nietylko do stwierdzenia konieczności katolicyzmu Polski kler się ogranicza, równocześnie stara się o to, by w czynie znaleźć ujście dla uczuć polskości katolickich tłumów. Jak ten czyn ma wyglądać, poucza o tem n. p. "Nasz Misjonarz" z maja l930 r.:
Za cud zwróconej Ojczyzny Bóg przecie 
Ma prawo żądać i od nas ofiary,
Gdy tylu pogan jeszcze jest na świecie, 
Trzeba rozpalać światło, nieść blask wiary.
Bóg wszechpotężny, Bóg, co mieszka w górze,
Patrzy i czeka na czyn polskich synów, 
Bo Polska ma być, jako to przedmurze 
Serc gorejących, co się rwą do czynów:
Nawracać Rosję, pogan wieść ku Bogu, 
Ranić swe stopy wśród cierni i głogu, 
Lecz iść do celu, iść wciąż, bo inaczej, 
Bóg łaskę cofnie, spadnie grom rozpaczy...
Ach; Polska ostać się może jedynie
Z Bogiem - dla Boga, w Bogu ufająca; 
Wpatrzona w mrzonki, w czcze blaski znów zginie, 
I wpadnie marnie w niewolę bez końca.
W innym kierunku zwraca uwagę ks. Bisztyga. Oto: 
Jak Polska Polską była, nie było jeszcze w Polsce tylu rozbijaczy i siepaczy wiary katolickiej, jak w obecnych czasach. O jakżeby inaczej Polska wyglądała, gdyby wierzący katolicy mieli więcej odwagi w bronieniu wiary katolickiej, gdyby milczeć i usta zamykać kazali tym wszystkim, co wiarę katolicką znieważają i wykpiwają.Podobnie poucza i znany nam z byłych sympatyj moskalofilskich ks. biskup kielecki Łosiński: 
"Jeżeli chcemy, aby nam w Polsce było dobrze, aby się nikomu krzywda nie działa, aby Polska była mocna i szczęśliwa, mamy dołożyć wszelkich starań, żeby Polska, jak długa i szeroka była Chrystusowa. Nie dopuszczajmy przeto, żeby ludzie źli podkopywali wiarę świętą, odrywali Polskę od Kościoła katolickiego, żeby potwarzą i oszczerstwem nadwerężali zaufanie wiernych do kapłanów, (Ruch katolicki Nr. l0-ll r. l93l).
Tak więc, dlatego, że Polska potrzebna jest dla rozwoju katolicyzmu, najpilniejsze zadanie Polaka - zdaniem kleru streszczają się w nawracaniu pogan, w nawracaniu Rosji. a wewnątrz kraju, w zmuszaniu do milczenia tych wszystkich, co pod rozkazy kleru iść nie chcą.
Drogą tworzenia wzruszających legend, które mają stanowić dla mas szerokich namiastkę historji polskiej, stara się kler urobić odpowiednie nastroje w społeczeństwie. Każdy z nas od wczesnego dzieciństwa wie najdokładniej o tem, że kopalnie soli zawdzięczamy świętej Kindze, która je przywiozła dla nas w posagu z Węgier, że jedynie dzięki księdzu Kordeckiemu i jego procesjom na murach Częstochowy zostali Szwedzi z Polski wyparci i t. d. i t. d. Wprawdzie od czasu do czasu niedyskretni historycy wyciągną z pyłu zapornnienia dokument jaki, np. odnośnie św. Stanisława Szczepanowskiego, czy ks. Kordeckiego, który to dokument nieco inaczej naświetli fakt jeden czy drugi, ale słabiutki głos naukowców ginie rychło bez echa, budząc co najwyżej oburzenie, że ktoś śmie się targać na te "narodowe" świętości.W ostatnich czasach do owej legendarnej historji przybyła jeszcze jedna piękna kartka: "Cud nad Wisłą".
Posel Czapiński w jednej swojej mowie sejmowej wspomina o jakimś księdzu, który w "Gazecie Świątecznej" tak poucza swych czytelników:
Cóż dziwnego, że udało się Polakom zwyciężyć bolszewików, przecie sam widziałem na polu bitwy, jak Matka Boska osobiście granatami rzucała w bolszewików.
Ale nietylko w "Gazecie Świątecznej" czytało się takie cudowności. Każda ambona omal, zależnie od zmysłu krytycznego i tupetu życiowego kaznodziei, mniej lub więcej wyraziście naświetlała fakt ten następująco: Pod Warszawą nie genjusz wodza, nie męstwo żołnierzy odniosły zwycięstwo, ale tam stał się cud, dzięki księdzu Skorupce i dzisiejszemu papieżowi Piusowi XI-emu.Dla, przykładu, jak wyglądają takie opowiadania, przytoczę w wyjątkach artykuł p. t. "Cud nad Wisłą" ks. Jezuity Henryka Mroczka, zamieszczony w sierpniowym zeszycie z l930 r. pisma "Sodalis Marianus":
Rozpoczął się straszliwy srom. Rozbite oddziały piechoty i konnicy tłoczyły się wraz z taborem w bezładną masę, która w przerażeniu i panice uciekała,, porywając wszystko za sobą. Nie pomogły energiczne rozkazy naczelnego dowództwa: "Bronić linji do ostatniego chłopa. zginąć, a nie cofnąć się!"
Jeden chciał z nami pozostać, ten, o którym powiada francuski pisarz Goyau: "Że przybył do nas, by Polsce,. dźwigającej się z grobu, przynieść uśmiech i pozdrowienie Kościoła katolickiego... "Ukochany przez naród Nuncjusz papieski Mgr. Ratti, a miłościwie nam dziś panujący Pius XI".
Nie chciał Mgr. Ratti opuścić ludu, z którym tak chętnie brał udział w uroczystościach, chodził wśród niego po kościołach i z rozrzewnieniem wsłuchiwał się w jego śpiewy. Nie chciał opuścić bezdomnych i nieszczęśliwych,. których odwiedzał po schroniskach, szpitalach, do których wchodził w suteryny, zaglądał na poddasza, niosąc im nietylko uśmiech i błogosławieństwo, ale i ręce pełne darów.I odczuwała ludność Warszawy tę miłość, często gromadami stawala przed domem Nuncjusza. Patrząc w okna jego pałacu, powtarzał lud ze łzami w oczach: "On nas nie opuszcza, chce bronić swego ludu". Wówczas otwierało się okno i ukazywała się w niem ukochana postać, błogosławiąca, wszystkim... padano na kolana i trwano w modlitwie przez cale godziny.
Ósmego sierpnia rozkołysały się dzwony w stolicy, ze wszystkich świątyń ruszyły procesje na, plac Zamkowy, by z ks. Kardynałem i Biskupami na czele wziąć udział w błagalno-pokutnem nabożeństwie. Nad tem rozkołysanem zbiorowiskiem ludzi, jakiego jeszcze Warszawa nie widziała, zabrzmiały potężne słowa kaznodziei: "Obywatele stolicy zjednoczonej Polski... Idzie ku sercu Polski wróg, dyszący zemstą i żądzą naszej zagłady... Krwią naszych bohaterów zarumieniły się fale Berezyny, Prypeci, Wilejki, Stochodu, Bugu i Seretu, a jeśli cały naród nie zjednoczy się i nie ruszy do obrony, zaczerwienić się mogą i fale naszej Wisły... Warszawo, ku tobie w tej chwili zwrócone są oczy i serca całej Polski. Zaświeć przed narodem płomieniem bohaterstwa, powstań, jak druga Jasnogóra!... Mlodzi na front... starsi na ulice miasta, bronić go przed wrogiem... Polki do lazaretów... starcy; sędziwe matrony i niewinne dzieci na kolana przed ołtarze Pańskie z wołaniem o pomoc".
W rozełkany jęk ludu wplotło się gorące wołanie: "Królowo Korony Polskiej - Módl się za nami..."
Na to wołanie ludu, na ten krzyk chrześcijaństwa, podniosły się skały, otworzyły groby, ruszyły kurhany i z nich poczęły wstawać zastępy zakutych w zbroje skrzydlatych rycerzy, a na ich czele Sobiescy, Chodkiewicze, Czarnieccy, Żółkiewscy... Stanęli i zwrócili wzrok ku Jasnej Górze pytając, ku jakiej potrzebie Królowa ich woła. Tam przejasna Pani z Dzieciątkiem na ręku, obleczona w szkarłat z koroną na głowie, wskazywała berłem ku Warszawie, a z ust jej padł rozkaz: "W nich!"
Szczęknęły zbroje, pochyliły się proporce, zaszumiały skrzydła i z okrzykiem: "Jezus, Marja!" - pomknęli rycerze jak huragan ku stolicy...
To odwaga i męstwo przodków naszych wstąpiły w serca potomków, którzy ruszali do walki na pola Warszawy...
Wśród zastępów ochotniczych i wojska krzepiła Marja nadzieję zwycięstwa przez swego herolda, bohaterskiego ks. Skorupkę, który głosił ustawicznie po oddziałach i koszarach, że "piętnastego sierpnia, w święto Wniebowzięcia, Polacy przestaną się cofać i rozpoczną się dni tryumfu polskiego... Najświętsza Panna, Patronka i Królowa ludu polskiego nie dopuści, by naród miał zginąć".
A końcowy wniosek artykułu:
Polska zwyciężyła, bo za nią stała matka Kościół, bo przy niej trwał wiernie przyjaciel, który jako namiestnik Chrystusowy miał zasiąść na papieskim tronie.
Tak więc, jeden z największych i najpiękniejszych czynów wodza narodu, Józefa Piłsudskiego i jego bohaterskich żołnierzy został bez reszty zaanektowany na rzecz polityki kleru. Wymownym symbolem tej aneksji było wybicie w mennicy państwowej medalu "Cudu nad Wisłą" i przeznaczenie czystego dochodu z rozsprzedaży tego medalu na cele... misyjne.
 
 
Kler a sprawy materjalne

Treść: Konkordat, a uposażenie materjalne kleru. Uroszczenia kleru wobec Państwa. Olbrzymie fundusze kościelne. Składki misyjne. Niektóre formy zbierania składek.
 
Składki kościelne mimo kryzysu rosną. Agitacja za wzmożeniem akcji misyjnej w kraju. Oddzielną, wielką dziedzinę wyzysku Polski przez duchowieństwo, stanowią sprawy materjalne.
Już konkordat przyznaje w tym kierunku Kościolowi katolickiemu ogromne przywileje. Dowodem tego jest art. 24 konkordatu, w którym "Rzeczpospolita Polska uznaje prawo osób prawnych kościelnych i zakonnych do wszystkich majątków ruchomych i nieruchomych, kapitałów, dochodów oraz innych praw, które te osoby prawne posiadają obecnie na obszarze Państwa Polskiego" i to nawet w tym wypadku, gdyby prawo własności, tych majątków nie było dotychczas wpisane do ksiąg hipotecznych.
Uznając w tak rozległem znaczeniu status quo majątkowe duchowieństwa, w dalszym ciągu tego samego artykułu 24-go przyznaje Państwo Kościołom dalsze przywileje, a mianowicie prawo do odzyskania dóbr skonfiskowanych przez rządy zaborcze, prawo do zaopatrzenia w miarę rozporządzalności mens biskupich i beneficjów proboszczowskich w dostateczną ilość ziemi, a do czasu spełnienia tych zobowiązań zapewnia Państwo Kościołowi prawo do uposażenia rocznego, które ma być nie niższe od wartości rzeczywistej uposażeń, wypłacanych przez rządy zaborcze.
Ustalając zasady uposażenia (Załącznik A do konkordatu) Państwo nie zapomina nawet o uczniach seminarjów duchownych, zapewniając i im również pensje miesięczne. Mimowoli nasuwa się tu przykra uwaga: Jest taka masa zdolnej biednej młodzieży akademickiej, która nie może kończyć studjów z braku podstaw materjalnych lub kończy je, walcząc z niesłychanym niedostatkiem. Młodzież ta studjami swemi przygotowuje się do pracy dla Państwa, a jednak Państwo na podstawie zobowiązań konkordatowychych spieszy z pomocą materjalną tej przedewszystkiem młodzieży, która w przyszłości pracować będzie nie dla Państwa, ale dla Kościoła.
I jeszcze jedna uwaga: W dzisiejszych ciężkich czasach, kryzysu ekonomicznego, kiedy Państwo zmuszone jest redukować głodowe pensje swym pracownikom, kiedy pensje robotników zeszły już dawno niżej minimum egzystencji, przykrym zgrzytem uwydatnia się fakt, że uposażenia dobrze sytuowanego kleru, oparte na postanowieniach konkordatowych, okazują się prawie nietykalne. Nic dziwnego, że w tych warunkach w latach kryzysowych na wszystkich wycieczkach zagranicznych, we wszystkich bogatszych zdrojowiskach i kąpielach kler jest najliczniej reprezentowany. Konkordat daje Kościołowi duże uprawnienia. Kościół uprawnienia te stale rozszerza, czego dowodem chociażby ustawa o podatkach kościelnych. Jak bezceremonjalnie potrafi kler egzekwować na Państwie swe pretensje, widzimy to na przykładzie tych licznych procesów o zwrot świątyń prawosławnych i ich majątków, w jakim tonie zaś potrafi o tem kler mówić, niech świadczą wyjątki z korespondencji słynnego "Kap'a" (Katolickiej Agencji Prasowej). Czytamy tam ("Polonja" 26. I. l930 r.) :
Według konkordatu wszystkie prawa i zarządzenia sprzeczne z konkordatem straciły moc obowiązującą. Pytamy gdzie jest akt, któryby sprzeczne z konkordatem prawa i zarządzenia przekreślił? Chyba takim aktem nie jest to, co umieszezono w Monitorze?
Art. IV. konkordatu nie jest wprowadzony w życie. Kościoły rujnują się, potrzebne są nowe świątynie, wymagane są opłaty asekuracyjne do kas chorych, pracowników umysłowych i t. d. Skąd na to czerpać środki? Stan wykonania konkordatu i wprowadzania w życie związanych z nim aktów prawodawczych, zarządzeń rządowych, zawierania umów trwa chyba za długo? Sposób ujęcia sprawy przez p. Ministra czyni wrażenie jakoby do Ministra W. R. i O. P. należało prawo, komu przyznać zagrabione świątynie i ich majątek, że bez porozumienia się z Ministrem W. R. i O. P. Biskupi nie powinni na drodze sądowej dochodzić praw Kościoła katolickiego. Biskupi mają prawo żądać, by konkordat i co z nim związane, było wprowadzone w życie i aby ich, gdy bronią praw Kościoła przed sądami państwowemi, nie uważano za takich, co po cudze sięgają. W podobnie aroganckim tonie odzywa się "Kap" często, a ton ten jest dla stosunków, panujących w Polsce bardzo znamienny.
Nie do samych jednak uprawnień konkordatowych ograniczają się dochody, jakie kler czerpie z terenu Państwa Polskiego. Pieniądze polskie płyną całym, olbrzymim systematem rzecznym z najrozmaitszych źródeł do kas kościelnych, przewyższając wielokrotnie te dotacje, jakie zagwarantowane są Kościołowi postanowieniami konkordatu.
Weźmy jako przykład wysokość kościelnego funduszu budowlanego: l.060.000 zł. (Załącznik A do konkordatu) i zestawmy tę kwotę z ilością i kosztami wybudowanych w Polsce po r. l9l8 świątyń. Nie ma okolicy, gdzie by w czasach niepodległości kościoła nie wybudowano, a są miasta i miasteczka, gdzie się ich buduje i po dwa równocześnie. Przy sposobności wznoszenia owych budowli zarówno ze strony Państwa, jak i społeczeństwa płyną na rzecz Kościoła hojne datki. I tak np. w l93l r. Państwo sprzedało plac w Warszawie pod budowę kościoła za cenę l0% szacunkowej wartości, robiąc w ten sposób kurji warszawskiej prezent z 90.000 zł. Na budowę katedry śląskiej zebrano do marca l932 r. 5 l/4 miljona złotych, w czem przeszło 4 miljony stanowią subwencje rządowe, wojewódzkie i samorządowe. I tak jest z budową każdego kościoła - i tak się wciąż dzieje nawet w ostatnich czasach ostrego kryzysu ekonomicznego. Brak jest środków na pokrycie najkonieczniejszych potrzeb państwowych - na budowę kościoła, czy inny cel religijny, zawsze w tej czy innej formie, fundusze się znajdą. Jak poważne muszą być fundusze, które gromadzą się w rękach kleru, dowodzi tego fakt, że kurja biskupia w Siedlcach zakupiła w czerwcu l932 r. czwarty już z kolei dom i zaplaciła za niego 300.000 zł. ("Gazeta Podlaska"). Dom ten ma podobno być przeznaczony na rezydencję biskupa sufragana. Z pomiędzy najrozmaitszych form wyzysku materjalnego, jaki pod pokrywką reIigji, uprawia się w Polsce, szczególnie przykre uczucie budzi ten wyzysk, którego ofiarą padają szerokie, najciemniejsze i dlatego przed chciwością kleru najbezbronniejsze masy społeczeństwa. Przykład: Wycieczka ludowa w Krakowie: Kobiety z trudem złożyły pieniądze na podróż i konieczne wydatki. Zostało im jeszcze po kilkadziesiąt groszy, za które obiecują, sobie "coś" kupić. W jednym z kościołów podczas zwiedzania podoba im się obraz w ołtarzu. Bez namysłu urządzają składkę i ostatnie swe grosze oddają księdzu, by odprawił mszę przed tym ołtarzem. A potem cały dzień chodzą głodne po Krakowie, bo na obiad nie starczyło. Ile tak setek, tysięcy i miljonów złotych przepłynie rok rocznie z kieszeni najbiedniejszych do przepaścistych kieszeni kleru i do kas kościelnych, trudno nawet w przybliżeniu określić. Nie wiem, czy istnieje wogóle źródło, gdzieby można ścisłych i dokładnych danych w tym kierunku zaczerpnąć, to tylko wiem jednak z całą pewnością, że suma ogólna kościelnych składek jest bardzo duża, o wiele za duża na ubóstwo materjalne Polski.
A w tych składkach, rzekomo religijnych, tkwi jeszcze jeden tragizm. Większość pieniędzy, zwłaszcza misyjnych, idzie za granicę, bogacąc obce narody i służąc obcej sprawie. "Wolnomyśliciel Polski" z l5. XI. l930 tak o tej sprawie pisze:
Każda trzecia niedziela października jest przeznaczona na propagandę misyj wśród pogan. Propaganda polega na wygłoszeniu kazania okolicznościowego o upośledzeniu nieszczęśliwych czarnych, na zachęceniu do gorącej modlitwy na intencję powodzenia misyj katolickich i, co jest ważniejsze, do składania ofiary pieniężnej.
I niejeden ciemny chłop, który grosza nie da na flotę narodową, budowę szkoły czy szpitala, nie odmówi dobrodziejowi w sutannie niejednej złotówczyny na "tych ta cornych"". A dla czyjego dobra cała ta robota? Oto Watykan za wskrzeszenie państwa kościelnego musi odpłacać Mussoliniemu propagandą faszyzmu i wywiadem w pobliskiej Afryce. W ślad bowiem za misjonarzem kapucynem czy redemptorystą sunie kupiec, a na ostatek żołnierz, aby rozszerzyć granice imperjum italskiego.
A za czyje pieniądze? Polskiego biedaka, wyłudzone przez krajowego cudzoziemca. Nie kusząc się bynajmniej o zobrazowanie całości składek kościelnych, podaję niektóre dane z tego działu. Z tych fragmentów można sobie do pewnego stopnia całość odtworzyć. Według danych, zaczerpniętych z "Miesięcznika Diecezji Chełmińskiej" (czerwiec l93l r.), diecezja ta zebrala w l930-tym roku:
a) na "Dzieło Rozkrzewiania Wiary" - l7l.037 zl. 32 gr.
b) na "Papieskie Dzieło św. Dziecięctwa" - 42.247 zł 8l gr
c) na "Papieskie Dzieło Piotra Apostoła" - 9.l05 zł 59 gr
d) na "Związek Misyjny Kleru" - l.533 zł 30 gr
e) na "Towarzystwo Misyjne dla Wschodu - 2.l5l zł 30 gr
f) na "Stowarzyszenie św. Jozafata" - l.225 zł l5 gr
g) na "Sodalicję św. Piotra Klawera" - 3.006 zł 06 gr
Razem zebrano w ciągu roku l930 w diecezji: 232.306 zł. 53 gr. (232 tysiące 306 złotych 53 grosze).
Ile pieniędzy z diecezji poszło na inne cele kościelne, jak msze św., śluby, pogrzeby, wypominki i t. p., nie umiem określić. O wysokości składanych pieniędzy, pewne pojęcie może dać; także "Sprawozdanie z akcji misyjnej w Łagiewnikach Śląskich" ("Nasz Misjonarz" marzec l930 r.), z którego to sprawozdania dowiadujemy się, że parafja złożyła w roku na cele misyjne l0.703 zł. 66 gr., co stanowi na głowę każdego katolika 74 grosze.Wydobywaniem ze społeczeństwa pieniędzy zajmują się bardzo gorliwie różne klerykalne gazetki. Przykładem mogą tu być "Misje Katolickie", które w ciągu jednego roku, od listopada l929 do listopada l930 wykazały 82.86l zł. 52 gr. i l64 dolarów składek. Inne gazetki, jak "Królowa Apostołów", "Nasz Misjonarz", "Mały Misjonarz" i cały długi szereg podobnych dzielnie pod tym względem "Misjom Katolickim" sekundują. Obecnie wiele z tych pism, nie chcąc drażnić opinji publicznej, a tem samem psuć sobie interesu, zaprzestało ogłaszania na łamach pisma pokwitowań składkowych, niestety, nie zaprzestało równocześnie zbierać samych składek.
Że kwoty zbierane w większości parafij muszą sięgać sum bardzo poważnych, świadczy o tem list jednego z proboszczów do swej parafjanki. Oto treść listu:
Szanowna Pani!
Za tak hojną ofiarę w wysokości "czterech groszy" najserdeczniesze dzięki.
To jest ofiara na żebraka a nie na misjonarza.!!!
Zatem zwraca ją się w celu doręczenia jej jakiemuś dziadowi.
Z poważaniem ks. F. P. proboszcz.
List ten pozostaje w związku ze zbiórką pieniędzy podczas nabożeństwa i nasuwa pewne refleksje. Wprawdzie ofiara "4 grosze na misjonarza" nie jest wysoka i widocznie nie powtarza się zbyt często, jeśli wzbudziła takie oburzenie u zacnego plebana, ale mimo to przyjmijmy te cztery grosze za podstawę obliczenia wysokości sum, jakie gromadzą się w kieszeniach kleru, dzięki zbiórkom, urządzanym podczas mszy świętych. Przypuśćmy, że co niedziela l0% ludności w Polsce bierze udział w nabożeństwie i składa "na tacę" tylko po 4 grosze. Daje to w sumie 4 gr. x 3 miljony czyli l20 tysięcy złotych. Biorąc pod uwagę tylko 50 niedziel, bez świąt i okolicznościowych nabożeństw, otrzymamy ładną kwotę 6 miljonów zł. rocznie.
I to jest ofiara "czterech groszy", którą ks. P. nazywa pogardliwie "ofiarą na żebraka".Że poważnym działem pracy każdego księdza są zbiórki pieniężne, zdają sobie z tego księża przeważnie doskonale sprawę. Jeden z proboszczów z głuchej prowincji, stworzył sobie nawet na ten temat oryginalne przysłowie. Zwykł on mawiać: "Jeżeli mój poprzednik był miechem z dziurą, to ja jestem beczką bez dna. Tylko dawajcie".
Dość dobrze charakteryzuje również poglądy kleru na sprawy pieniężne list ks. proboszcza z K... Pisze on, co następuje:
K..., dnia 2l. I. l93l. r.
Szanowna Pani!
Już przeszło sześć tygodni upłynęło od dnia pogrzebu Paninego ojca, Józefa R.
Szanowna Pani zamówiła nader uroczysty pogrzeb, oświadczając zarazem, iż czynności pogrzebowe ze strony kapłana i służby kościelnej zapłaci syn, względnie brat Wasz z Zabrza w Niemczech.
Szwagrowa z Niemiec też mi obiecała, iż ku końcu grudnia pogrzeb zapłaci.
Koniec grudnia nadszedł, pieniędzy niema; otrzymałem parę dni później list z Zabrza, iż l2 stycznia l93l r. pieniądze brat z Zabrza pośle. Znów już 9 dni upłynęły, a pieniędzy niema i niema.
Ja się za błazna robić nie dam.
Takiego wypadku w życiu mem kapłańskiem nie miałem, iżby jaki ksiądz trupa darmo, względnie na pump chował.
Wobec tego proszę o uiszczenie l70 zł. za czynności kapłańskie przy pogrzebie zmarłego Józefa R.
Ks. Fr. P. proboszcz. Zadziwiające są sposoby, jakiemi kler pieniądze nawet od umarłych i heretyków umie wydobywać. Oto "Związek Mszalny dla Afryki" za składką l złotego przyjmuje na listę swych członków nawet umarłych. (Halka: "Słowem i pismem str. 8. Rzym l926).
"Związek Mszalny Towarzystwa Słowa Bożego" przyjmuje członków również umarłych, tylko za składką l2 złotych ("Nasz Misjonarz"). Statuty "Związku Mszalnego", pouczając kiepską polszczyzną, że "Zw. Msz." wspomaga Cię w miłości do Twych krewnych i przyjaciół, jeśli ich dasz zapisać do Związku Mszalnego", tak następnie sprawę wyjaśniają:
par. l. Zapisywać można do Związku Mszalnego tylko pojedyńcze osoby czy to żyjące czy zmarłe.
par. 5. Można zapisywać osoby także bez ich wiedzy, jeśli im się pragnie zapewnić łaski Związku, a one same albo nie chcą, albo nie mogą się zapisać.
Byłoby bardzo interesującą rzeczą, gdyby centrala Związku Mszalnego zechciała kiedy ogłosić listę swych członków. Niewykluczone, czy nie znaleźlibyśmy tam nazwiska Boy'a lub którego ze znanych antyklerykałów. Budżet Państwa Polskiego kurczy się w latach ostatnich, pragnąc oszczędnościami - nieraz bardzo przykremi - uchronić kraj od gorszych nieszczęść; nie kurczą się jednak i nie maleją składki misyjne. W l929 r. przesłała Polska na "Dzieło Rozkrzewiania Wiary" o 579.500 lirów więcej, niż w roku poprzednim, zajmując tu 9-te miejsce wśród wszystkich państw europejskich i pozaeuropejskich ("Misje Katolickie" czerwiec l930 r.). Nawet w l93l r. w tym roku, kiedy bezrobocie w Polsce wzrosło do zastraszających rozmiarów, kiedy Państwo zmuszone było obniżyć pensje urzędnicze, Polska wysłała na misje o l2% więcej, niż w l930 r.
A jednak to wszystko wydaje się naszym konkordatowcom za mało. "Misyjna Akcja Znaczkowa" w jednej ze swych odezw pisze: 
Kto czuje się Polakiem - niech spieszy z pomocą polskim misjonarzom. Czyż nasza katolicka Polska ma być zawsze na szarym końcu? X. Leon Piasecki w liście: "Dlaczego Francja ma tylu świętych?" ("Misje Katolickie" grudzień l930), takie nauki daje:
Jeżeli chcemy, by Bóg błogosławił naszej ojczyźnie i także na, jej niwie rodzili się Święci i wielcy więci, to musimy wyrzec się egoizmu i nie skąpić ofiar na misje. Nie można zaprzeczyć, że ofiarność Polski na misje rośnie, ale czy me moglibyśmy zrobić jeszcze więcej? - Iluż to jeszcze takich, co sądzą, że praca dla misyj, że grosz na nie złożony jest groszem straconym dla ojczyzny. Wołają inni: Jeżeli chcecie, by Polska była wielka i silna, budujcie polską armję, flotę - inni zaś: pracujcie i oszczędzajcie, inni znowu: łączcie się po bratersku i unikajcie niezgody, inni: wspierajcie polski przemysł, jeszcze inni: starajcie się o gruntowne i katolickie wychowanie naszej młodzieży. Niech i nam będzie wolno dodać: róbmy to wszystko, co polecają nam dobrzy synowie Polski, ale przedewszystkiem bądźmy sami dobrymi synami Kościoła katolickiego i wspierajmy misje.
Specjalnie "przekonywująco" i "inteligentnie", jak na wiek XX-ty argumentują konieczność wspierania misyj "Głosy Katolickie" Nr. 348 z l928 r.
Znam pewną parafję - pisze ks. J. Łękosz - położoną w okolicy wybitnie rolniczej, gdzie stale nękało ludzi gradobicie. Pracowali w pocie czoła, a czasu żniwa nie było co sprzątać. Odkąd jednak zaczęli składać ofiary na różne dobre cele, nie wyłączając misyj katolickich, złowrogie chmury gradowe omijają ich stale. Charakterystyczne także są wynurzenia "Kieleckiego Przeglądu Diecezjalnego" z marca l932.
Prawdą jest, że w ostatnim roku wysłaliśmy na misje o l2% więcej, niż roku przeszłego; lecz dlatego tem więcej należy nam korzystać z dotychczasowej organizacji i rozszerzać ją, gdyż dotąd zaledwie l% katolików w Polsce skupia się pod sztandarem Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania wiary. Pozostało nam zatem tak bardzo wiele do zrobienia, że to, co dotąd uczyniono, zaledwie nazwać można początkiem.
Istotnie pozostały jeszcze pewne kwoty w budżecie na wojsko, szkoły i inne potrzeby państwowe; - prawdopodobnie akcja misyjna i te fundusze chętnie zagarnęłaby dla siebie.
A dla wzmożenia akcji, pionierzy misyjni pragną zalać Polskę falangą zakonów i zgromadzeń. Gościnnie je zaprasza do naszego kraju jakiś K. B. w "Naszym Misjonarzu" z lipca l929 r. słowami:
Przyjdźcie do nas Mili Misjonarze i Misjonarki, pomóżcie nam szerzyć w Polsce ducha misyjnego, przysparzać pracowników apostolskich na niwie misyjnej Kościoła, Znajdziecie u nas zapał i gościnę. Przykład Waszej skrzętnej pracy obudzi tych, co jeszcze drzemią w obojętności i bezczynności. Serca nasze czekają... I misje czekają... Przybywajcie!...
W obecnych czasach ogólnej nędzy i bezrobocia, kiedy tysiące ludzi nie ma co do ust włożyć, te "poważne" zmartwienia kleru, że Polska za mało pieniędzy wysyła zagranicę na misje, i że za mało zgromadzeń misyjnych mamy w kraju - są istotnie bardzo aktualne.
 
 
Próby opanowania społeczeństwa

Treść: Ambona i listy pasterskie na usługach agitacji wyborczej. Inne formy akcji politycznej. Cel akcji politycznej kleru. Dążność do opanowania organizacyj. Zwalczanie organizacyj niezależnych od kleru. Wyroki sądowe. Organizacje katolickie i ich cel. Stowarzyszenie Młodzieży Polskiej. Rozgrywki polityczne, a organizacje katolickie. Zjazdy katolickie. Akcja Katolicka - ustrój wewnętrzny. Bezwzględne posłuszeństwo władzom kościelnym - zasadą naczelną Akcji Katolickiej. Akcja Katolicka - popierana przez państwo. Tolerancja religijna a zasady Akcji Katolickiej. Prasa katolicka. Nadużywanie nazwisk wielkich ludzi. Dążność do opanowania piśmiennictwa. Radjo na usługach kleru. Nietolerancja kleru. Wywiady o ludziach odmiennych przekonań.
 
Do zrealizowania swych celów potrzebne jest klerowi opanowanie i zupełne podporządkowanie sobie życia społecznego w kraju. Bo powiedzmy sobie - robi słuszną uwagę Boy-Żeleński w" Naszych okupantach" -

każdy rząd w Polsce, chce czy nie chce, będzie się uginał pod naciskiem kleru, dopóki ciemnota, czy bierność ogółu będzie kler ten czyniła realną czy fikcyjną potęgą. Dopóki w Polsce będzie można wykrzykiwać wzniośle "Bóg i religja", tam, gdzie w gruncie chodzi o władzę i pieniądze - dopóty kasta wyodrębnionych z życia dzikusów będzie regulatorem najdonioślejszych spraw społeczeństwa z jego największą szkodą.

Dąży zatem kler z całą siła do zawładnięcia życiem społeczeństwa przez swój udział w życiu politycznem kraju, przez tworzenie zależnych od siebie organizacyj społecznych, przez opanowanie prasy i czytelnictwa, przez podporządkowanie swym celom różnych instytucyj społecznych, przez duszenie każdej niezależnej myśli, a propagowanie wielkiej ciemnoty i t. d. Udział kleru w życiu politycznem kraju jest bardzo duży. Byłaby to nawet rzecz godna pochwały, gdyby udział ten ograniczał się do wyzyskania w pełni praw obywatelskich, jakie każdemu obywatelowi, a więc i księdzu gwarantuje Konstytucja. Kler jednak na ziemiach polskich uzurpuje sobie prawo daleko większe, w czem przychodzi mu z dzielną pomocą ko